fbpx

Dla wnikliwych

Fiat Wars, czyli jak od lat walczy się z gotówką. Część 3

W poprzedniej części tego cyklu (możecie przeczytać ją tutaj) wskazaliśmy wam to, jak na naszą rzeczywistość – w tym prywatność […]

bitbay

W poprzedniej części tego cyklu (możecie przeczytać ją tutaj) wskazaliśmy wam to, jak na naszą rzeczywistość – w tym prywatność – wpływają cyfrowe płatności. Dziś kontynuujemy naszą opowieść i rozważania.

Szara strefa

Jako powód tego, dlaczego chce się wyeliminować gotówkę z obiegu, często podaje się chęć walki z czarnym rynkiem i szarą strefą. Co to jednak oznacza to w języku polityków?

Stworzenie scentralizowane, globalnego systemu finansowego miałoby z perspektywy władz wielką zaletę: zwiększyłoby wpływy z podatku. Nie chodzi tylko o to, że urzędnicy znaliby każdą naszą transakcję, jaką zawieramy w sieci. Możliwe, że z czasem powstałby nawet zautomatyzowany system podatkowy – sam nie musiałbyś się trudzić robieniem przelewu do skarbówki, bowiem ta z automatu ściągałaby daniny z twojego konta. Nieuważni mogliby tego nawet nie dostrzec! Jeszcze bardziej kusząca wizja dotyczyłaby ściągania podatków w etapach. W taki sposób, by podatnik nie płacił jednej dużej kwoty raz do roku, ale np. co miesiąc kwoty na tyle mniejsze, że nieskumulowane nie będą dla niego tak bolesne.

Dodajmy zaś, że szara strefa – w zależności od poszczególnych badań – może wynosić nawet ponad 20 proc.  całego PKB na świecie. Możliwe, że nawet więcej, co oznaczałoby, że gotówka o takiej wartości krąży po świecie i politycy nie mają nad niej kontroli. Nie chodzi nawet o to, że to środki, jakimi obracają przestępcy (pojęcie „szara strefa” brzmi nader ponuro, prawda?), ale też zwykli obywatele, którzy jednak pracują „na czarno”.

Dlatego też władze robią wiele, by pozbyć się tej paskudnej gotówki. Przykładowo, rząd Indii w 2016 r. wycofał z obiegu popularne banknoty 500 i 1000 rupii. Okazało się jednak, że sprawa nie jest taka prosta i ludzie mocno domagają się przywrócenia tych „papierków”. Efektem zakazu urzędników były bowiem kolejki do oddziałów banków i bankomatów, bowiem obywatelom brakowało… no właśnie banknotów. I nie mówimy tu o kolejkach, jakie widzieliśmy w Polsce w czasie niedawnej paniki związanej z koronawirusem. W Indiach ludzie stali przed bankomatami tak dług i w takich temperaturach, że zaczęli mdleć. W efekcie 25 osób zmarło. W realnej gospodarce doszło zaś do krachu, załamało się rolnictwo i transport – problemem był „korek” w obrocie pieniędzmi. Ludzie nie przestawili się ot tak na cyfrowe płatności. Doszło nawet do krachu na giełdzie!

Nic nie jest doskonałe

Przykład Indii pokazuje jedną stronę medalu. Obywatele niektórych krajów na świecie (i raczej jest ich nadal więcej, niż fanów digitalizacji) są bardzo mocno przywiązani do gotówki. I nie chodzi tylko o Indie, które kojarzą się nam z pewnym zacofaniem cywilizacyjnym, ale też np. Japonię, gdzie dominują osoby starsze wiekiem. Innymi słowy, nie da się z dnia na dzień pozbyć gotówki, bo prowadzi to do załamania gospodarki.

Jest też i druga strona medalu. Niedoskonałość obecnych systemów cyfrowych. Przykładowo w 2014 r. zhakowano SSL – protokół kryptograficzny, który zabezpiecza transakcje finansowe.

Stale też dochodzi o ataków phisingowych na pojedyncze osoby, które w ten sposób tracą swoje środki.

Szwecja

Możliwe, że poligonem doświadczalnym dla świata (a przynajmniej jego zachodniej części) w kwestii digitalizacji płatności będzie w przyszłości Szwecja. Kraj ten jako jeden z pierwszych założył też bank centralny, jest także spora szansa, że stanie w pierwszym szeregu tych państw, które wprowadzą swoją cyfrową walutę.

Dlaczego wspominamy o Szwecji, a nie o Chinach, gdzie prace nad cyfrowym juanem są już zaawansowane? Chodzi o to, że nasi zamorscy sąsiedzi są o wiele bardziej zakochani w nowoczesności pod tym kątem. W 2016 r. tylko w 2 proc. transakcji zastosowano gotówkę (przynajmniej jeśli uwierzymy oficjalnym danym, ale i tak liczba ta oddaje skalę zjawiska). Jedna osoba używa tam karty średnio 207 razy w skali roku (ponownie to dane sprzed czterech lat, teraz, po pandemii koronawirusa, skala mogła się zwiększyć).

Mało tego – spójrzmy też na działania szwedzkich banków. 900 z 1600 krajowych banków nie trzyma gotówki i nie przyjmuje depozytów w banknotach. W 2013 r. postanowił to osobiście sprawdzić pewien przestępca. Napadł bowiem oddział bankowy w centrum Sztokholmu, sterroryzował obsługę i kazał pokazać sobie skarbiec. Po dwóch minutach od rozpoczęcia napadu wyszedł ponoć smutny z budynku – bank nie trzymał niczego w swoich zasobach, więc nie było nawet co kraść. Swoją drogą mógł chociaż zabrać komputery…

Zresztą w Szwecji rok wcześniej – w 2012 r. – odnotowano tylko 21 napadów na banki. Zamiast tego przestępcy przenieśli się do sieci, bowiem skala ataków hakerskich wzrosła.

Kryzysy przyspieszą rewolucję?

płatności cyfroweAdopcja cyfrowych płatności przyspieszy zapewne głównie dzięki kryzysom. Pierwszym przełomem mógł być np. ten z 2008 r. Wtedy wielu ludzi zawiodło się na bankach, mogło przyszłość zacząć upatrywać w systemach płatniczych niebankowych. Chodzi m.in. o kryptowaluty, z których idei wyrastają teraz jednak cyfrowe waluty banków centralnych (CBDC).

Ostatnia pandemia koronawirusa sprawiła zaś, że ludzie zaczęli bać się gotówki. Media zaczęły informować społeczeństwa o tym, że ta przenosi zarazki (właściwie uczy to swoje dziecko każda matka, ale teraz chodziło o uber-groźnego wirusa z Wuhan!). Możliwe, że efektem będzie właśnie odejście od banknotów w kierunku cyfrowych płatności.

Zresztą spójrzmy na to, co się dzieje. Cyfrowy juan pojawi się na rynku prawdopodobnie jeszcze w tym roku. Dziś trwają już jego zaawansowane testy w paru miastach. Nad swoim CBDC debatuje też Unia Europejska (walutę chcą testować np. Włosi). Temat powraca też stale w USA. Niedawno zastanawiano się nad tą koncepcją, gdy pracowano nad programem pomocowym na czas kryzysu. Zamiast czeków na 1200 i 500 USD planowano rozsyłać Amerykanom dolary w wersji cyfrowej. Szef Fedu, Jerome Powell, przyznał też, że jest zwolennikiem pomysłu, ale ten musi zostać dopracowany i przemyślany.

Możemy więc wnioskować, że dożyjemy pełnej digitalizacji walut. Co to jednak oznacza?

Cyfrowe waluty

Emisja cyfrowych walut państw może być jednak groźnym zjawiskiem dla naszej prywatności. W poprzedniej części pokazaliśmy, co może w praktyce oznaczać. Władza zacznie wiedzieć o nas niemal wszystko – podobnie jak prywatne firmy, które dziś analizują dane dot. tego, co kupujemy i wyszukujemy w sieci. Tyle że te ostatnie w efekcie starają się nam sprzedać inne produkty, zaś rządy… lepiej nie myśleć, jak mocno mogą chcieć nas inwigilować. Do tego tak pozyskane dane partie rządzące będą mogły wykorzystywać w celach walki wyborczej.

To jednocześnie szansa dla kryptowalut. W końcu ludzie zawsze będą poszukiwali takich platform płatniczych, które gwarantują im prywatność – jeśli nawet niepełną to większą, niż waluty fiat w nowej odsłonie. Możliwe więc, że rozwój i adopcja CBDC sprawią, że BTC tylko zyska na znaczeniu.

coinquista rejestracja na gieldzie

Satsback bitcoin cashback

Black Friday Promotion

Newsletter

Więcej niż bitcoin i kryptowaluty. Najważniejsze newsy i insiderskie informacje prosto na Twój email.

Dbamy o ochronę Twoich danych. Przeczytaj naszą politykę prywatności.