za
Populizm polskich polityków

Populizm polskich polityków, czyli kto za to wszystko zapłaci

bitcoin halving party

Tegoroczna kampania wyborcza będzie zapewne festiwalem populizmu. Już dziś politycy obiecują nam nieoprocentowane kredyty hipoteczne czy większy socjal. Co z tego wyniknie? I kto zapłaci za te wszystkie obietnice?

Kto da więcej?

Choć polscy politycy po 1989 r. często wygrywali wybory, obiecując nam rzeczy, których potem nie spełniali (albo wręcz nie byli w stanie spełnić), teraz sytuacja jest wręcz kuriozalna. Codziennie w mediach widzimy wyścig na populizm. Dwie główne siły polityczne – PiS i PO – licytują się, która z nich da nam – oczywiście w zamian za sukces wyborczy – więcej.

500+

Zacznijmy od flagowego programu socjalnego PiS, czyli 500+. Obietnica 500 zł na dziecko (początkowo kwotę tę rodzina otrzymywała dopiero, gdy miała dwójkę pociech; potem program zmieniono, o tym jednak później) była na tyle kusząca, że pomogła partii Jarosława Kaczyńskiego wygrać wybory w 2015 r. Co ciekawe, ugrupowanie zrealizowało swoją obietnicę i wprowadziło program w życie.

Pierwotnie 500 zł wypłacano dopiero od drugiego dziecka. Miało to pewien sens, bowiem mogło zachęcać Polki do rodzenia większej liczby dzieci. “Lukę” w 500+ zauważyła jednak PO, która już początkiem 2016 r. zaproponowała poprawkę do ustawy, która sprawiałaby, że 500 zł otrzymywaliby także rodzice jedynaków. PiS nie mogło pozostać w tyle. Zmianę wprowadzono w życie.

Ile to wszystko kosztuje? Prognozowane wydatki Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej na program “Rodzina 500 Plus” na ten rok zostały oszacowane na ok. 40 mld zł. W okresie od 2016 do 2021 r. realizacja 500+ kosztowała nas wszystkich aż 156 mld zł.

Powyższe to tylko koszty budżetu państwa. Warto jednak wspomnieć, że program zwiększa ilość pieniądza na rynku i jego cyrkulację (chętniej wydajemy pieniądze, które dostajemy, a nie które zarobiliśmy). Przyczynia się zatem do wzrostu inflacji.

W kadencji Sejmu w latach 2015-2019 pojawiały się głosy, sugerujące, że program można zmienić i sprawić, że będzie mniej szkodliwy dla gospodarki i budżetu. Partia Nowoczesna chciała przekształcenia 500+ w „Aktywną Rodzinę”, która miała polegać na obniżce podatków na każde dziecko. W podobnym kierunku chciała iść Konfederacja, która sugerowała wprowadzenie programu 1000+. Miał on polegać na powszechnej uldze podatkowej (redukcji PIT do zera procent, dobrowolności składek ZUS oraz zniesieniu akcyzy na benzynę).

Populizm polskich polityków

800+ w miejsce 500+

PiS oczywiście nie posłuchało ani Nowoczesnej, ani Konfederacji. Co gorsza, czym bliżej wyborów do Sejmu i Senatu, tym częściej politycy tej partii mówią o konieczności podniesienia świadczenia do 800 zł.

Jak wspomnieliśmy powyżej, 500+ przyczynia się do wzrostu inflacji. Dziś 500 zł z 2016 r. jest warte mniej o nawet połowę. Skoro niesie to za sobą takie konsekwencje, może warto zrezygnować z tego programu? Politycy PiS są innego zdania.

Poseł Tadeusz Cymański, dziś członek Solidarnej Polski, przyznał ostatnio w mediach, że uważa, że Zjednoczona Prawica powinna podnieść kwotę 500+ do 800 zł. Choć inni decyzyjni politycy koalicji rządzącej dotąd dementowali takie pogłoski, teraz – zapewne w związku z wyborami do Sejmu – wypowiadają się o pomyśle cieplej.

W rozmowie z Radiem Zet, rzecznik rządu, Piotr Müller był pytany o pomysł podwyżki świadczenia. Przyznał, że “decyzja w tej sprawie nie została jeszcze podjęta, a podstawą dla niej będą rozmowy z wyborcami”. Jak więc widać, PiS myśli nad wprowadzeniem 800+.

Pieniędzy już teraz zaczyna brakować

Rząd bardzo chętnie wydaje publiczne pieniądze. I to mimo tego, że już teraz zaczyna mu brakować na to środków.

Przypomnijmy, że 13. emerytury zostały niedawno na stałe wpisane do systemu świadczeń społecznych. Co to oznacza? To, że mają być wypłacane każdego roku ze środków Funduszu Solidarnościowego (FS). Pieniędzy na ten cel już jednak brakuje. Z tego też powodu rząd przygotował projekt rozporządzenia w sprawie jednorazowej pożyczki w wys. 5 mld zł z Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD). Tak, by wypłacić 13-tki, musimy jako kraj dodatkowo się zadłużyć i to na wiele lat. Spłata jest rozpisana na 10 rat i rozpocznie się w 2028 roku.

Fundusz Solidarnościowy jest dziś finansowany ze składek pracodawców w wys. 1,45 proc. wynagrodzenia pracownika. Oznacza to, że każda pracująca osoba niejako przeznacza na 13. emerytury 1,45 proc. z każdej zarobionej złotówki. FS jest też wspierany za pomocą daniny solidarnościowej. Ta jest płacona przez te osoby, które uzyskały w skali roku dochód powyżej 1 mln zł.

Okazuje się, że pieniędzy zabrakło nie po raz pierwszy.

W 2019 roku z FRD na wypłatę świadczeń przeznaczonych zostało 8,7 mld zł w formie pożyczki, która została umorzona. Obecnie Fundusz Solidarnościowy jest winien FRD 11,5 mld zł, które wykorzystane zostało na wypłatę 13-tek i 14-tek w poprzednich latach. W najbliższym czasie FRD pożyczy kolejne 5 mld zł, a spłata zakończy się dopiero w 2037 roku. Oznacza to, że długi rządu Morawieckiego spłacać będą obecni licealiści

– powiedział w rozmowie z Biznes Info dr Antoni Kolek, prezes Zarządu Instytutu Emerytalnego.

O sprawę publicznie został zapytany premier Mateusz Morawiecki. Jak odparł, powyższe to żaden problem dla państwa, bowiem to “jakby ktoś sobie pożyczał z jednej kieszeni do drugiej kieszeni. Jest jeden sektor finansów publicznych. I oczywiście są pieniądze na wypłatę trzynastej emerytury w ramach sektora finansów publicznych. Wszystko jest zabezpieczone i nie ma tutaj żadnego problemu”.

Kredyty dla wszystkich!

To jednak nadal nie wszystko. Już dziś zarówno PiS i PO proponują bardzo populistyczne rozwiązania, które jakoby mają pomóc rozwiązać problem z kredytami hipotecznymi. Pierwsza partia zamierza oferować niskooprocentowane kredyty hipoteczne, zaś druga… w ogóle nieoprocentowane. Donald Tusk, obecny lider Platformy, w czasie jednego ze spotkań z wyborcami powiedział wprost: jeżeli jego ugrupowanie wygra wybory, wprowadzi kredyty 0%, a kredytobiorca będzie spłacał tylko kapitał. Kto zajmie się spłatą odsetek? Szczegóły przedstawiają politycy PO w czasie lokalnych konferencji prasowych.

Program ten skierowany jest dla osób do 45. roku życia, nie posiadających własnego mieszkania. Dziś przy kredycie 500 tys. zł kredytobiorca musi oddać łącznie około 1,2 mln złotych. Z kredytem 0 procent odda jedynie tyle, ile wynosi kapitał, więc dokładnie 500 tys. zł. Bank Gospodarstwa Krajowego zapłaci odsetki oraz marże bankowe

powiedziała w czasie konferencji w Bielsku-Białej senator Agnieszka Gorgoń-Komor.

Problem w tym, że Bank Gospodarstwa Krajowego należy w całości do Skarbu Państwa. Innymi słowy, wspomniane odsetki hipoteczne spłacimy my wszyscy. Jeżeli zaś środków będzie brakowało, przyszły, potencjalny rząd zapewne zwiększy zadłużenie, by zdobyć na ten cel fundusze.

Kto za to wszystko zapłaci?

Wszelkie bardzo hojne pomysły polityków finansują pracujący obywatele. Nawet jeżeli rząd w celu ich realizacji emituje obligacje, a nie od razu ściąga pieniądze w postaci nowych podatków, oznacza to tylko przekładanie tej ostatniej konieczności w czasie. Zadłużenie państwa trzeba będzie kiedyś spłacić właśnie w postaci danin pozyskiwanych od obywateli.

Bitcoina i inne kryptowaluty kupisz w prosty i bezpieczny sposób na giełdzie zondacrypto.

Tagi
Autor

Na rynku kryptowalut od 2013 r. Współorganizowałem pierwsze w Polsce konsultacje społeczne w Sejmie dotyczące technologii blockchain, a także Polski Kongres Bitcoin, w ramach którego wystąpił Andreas Antonopoulos. Współpracowałem z posłami na Sejm RP, w celu przygotowania interpelacji na temat takich kwestii jak: kryptowaluty, CBDC czy technologia blockchain. Interesuje się historią, ekonomią, polityką i oczywiście technologią blockchain.

Newsletter Bitcoin.pl

Więcej niż bitcoin i kryptowaluty. Najważniejsze newsy i insiderskie informacje prosto na Twój email.

Dbamy o ochronę Twoich danych. Przeczytaj naszą Politykę Prywatności