Dla wnikliwych

Jak myślano o pieniądzu. Część 5. Pieniądz może być papierowy

W poprzedniej części naszego cyklu (jeśli jej nie czytaliście zachęcamy was do kliknięcia w ten link) opisaliśmy to, jak myślenie […]

Data publikacji: 24 lipca 2020

bitbay

W poprzedniej części naszego cyklu (jeśli jej nie czytaliście zachęcamy was do kliknięcia w ten link) opisaliśmy to, jak myślenie o pieniądzu zmieniła kościelna reformacja – Marcin Luter i osoby kontynuującego jego tok myślenia i idee. Prawdziwym wyzwaniem dla teoretyków było jednak pojawienie się w obiegu pieniądza papierowego. Z pewnością dla ludzi był to większy szok niż dla nam współczesnych starszych osób płacenie za towary za pomocą smartfonów.

Pieniądz papierowy

Pojawienie się w obiegu pieniądza papierowego i uniezależnienie rozmiarów jego obiegu od zasobów kruszców wyniosło rozważania na temat tego, czym płacimy, na o wiele wyższy poziom. Co prawda, sama idea otwierała przed emitentami możliwość ogromnego poszerzenia obiegu pieniądza, ale powstawało pytanie, do jakiego stopnia rządzący mogą się w tym posunąć, by nie doprowadzić do katastrofy ekonomicznej. Przecież już choćby zalanie Europy złotem w wyniku odkrycia Ameryk doprowadziło do powstania sporej inflacji.

Na chwilę cofnijmy się do części pierwszej tego cyklu (całość przeczytacie tutaj). Przypomnijmy, że myślenie o pieniądzu jako czymś wartym określoną kwotę było związane z pewną umownością niemal od początku. Sam Platon uważał, że złoto powinno zniknąć z rynku, ale w to miejsce miano wprowadzić “znak służący do wymiany”. Co to miało oznaczać w praktyce? Możemy uznać, że coś na miarę waluty fiat. Czyli już starożytny myśliciel uważał, że ludzie mogą płacić czymś, co wcale nie jest kruszcem!

Tyle że wielu po nim sądziło (zresztą bardzo słusznie!), że nadmiar podaży pieniądza może skończyć się bardzo wysoką inflacją. William Petty (żył w latach 1623 – 1687) przestrzegał przed skutkami stałego wzrostu liczby jednostek pieniądza w obiegu. I to nawet wtedy, gdy mówiliśmy o walucie kruszcowej, niekoniecznie papierowej. Wprowadził do ekonomii pojęcie optymalnej ilości pieniądza. Nadmiar porównywał do zatłuszczenia organizmu, zaś niedobór do wychudzenia. Ciekawe było jego postrzeganie natury pieniądza. Uważał, że możemy używać papierowych pieniędzy, ale tylko wtedy, gdy na rynku brakuje kruszców.

Ilościowa teoria pieniądza

pieniądz papierowyZ kolei John Locke (1623 – 1704) uważany jest zaś za twórcę słynnej ilościowej teorii pieniądza. Mówił, że poziom cen jest zależny wprost proporcjonalnie od ilości pieniądza, ale z zaznaczeniem, że ta ostatnia oznaczała „szybkość obiegu”. Twierdził też, że pieniądz nie ma żadnej wartości wewnętrznej – jest tylko pustym narzędziem do wymiany handlowej. Do tego uważał, że to praca jest jedynym źródłem wartości. Oczywiście brzmi to racjonalnie, ale wieki po Locke’u zastosowanie tej tezy w praktyce i do tego rozciągnięcie jej do absurdu w realnym socjalizmie pokazało do jakiego szaleństwa może to prowadzić. Oczywiście sam Locke nie mógł przewidzieć, że dojdzie do czegoś takiego…

Mniej więcej w podobnym okresie we Francji swoje teorie głosił Pierre Boisguillebert, który rolę pieniądza widział w byciu „niewolnikiem handlu”, a nie „tyranem” tej dziedziny. Pisał też, że:

„Sztuka finansowa jest tylko pogłębioną znajomością interesów, rolnictwa i handlu.”

Dodawał, że o bogactwie państwa mówi nam poziom konsumpcji, a nie zasobów pieniężnych. Nie jest też ważny sam poziom cen, ale relacja cen do płac. Co spodobałoby się współczesnym socjalistom, dodawał, że konsumpcja powinna być rozłożona równomiernie pomiędzy wszystkie warstwy społeczne, a nie tylko najbogatszych. Dlaczego? Nie chodziło o stworzenie XVII-wiecznego komunizmu, ale ponownie o poziom szybkości obiegu pieniądza. Ludzi biedni szybciej bowiem wydają zarobione środki od bogaczy. Państwo powinno też wykorzystywać wszelkie zasoby do produkcji. W przeciwnym razie w dłuższej perspektywie skazuje się na biedę. Przykładem może być Hiszpania, która początkowo wzbogaciła się na przywożeniu złota z Ameryki, ale potem wpadła w finansowe tarapaty. Z drugiej strony mamy przecież Szwajcarię, w której uprawiano nawet marnej jakości ziemię w Alpach. Innymi słowy można powiedzieć, że Hiszpanie przejedli swój początkowy, pozorny sukces, zaś Szwajcarzy m.in. przez ciężką pracę stali jednym z najbogatszych krajów. To oczywiście w pewnym uproszczeniu…

Wstęp do szalonego dodruku

Dziś żyjemy w czasach, kiedy otwarcie mówi się już o szalonym dodruku waluty. Fed drukuje ostatnio dolary na potęgę i rozdaje je obywatelom USA. To już tylko krok od stałego dochodu gwarantowanego. W pewnym sensie korzenie takiego myślenia o pieniądzu odnajdujemy także w XVIII w.

Pieniądz papierowy otworzył z jednej strony nowe możliwości w kwestii powiększenia obiegu waluty. Jeśli więc państwo pierwszych Piastów w X w. miało poważne problemy gospodarcze z powodu braku kruszcu, po ośmiu stuleciach problem ten – w dobie papierowych pieniędzy – w ogóle by nie zaistniał. Tyle że pojawiał się inny.

Niestety pewni ekonomiści (w tym jeden hochsztapler udający eksperta) uznali, że dodruk pieniądza pobudzi gospodarkę i pozwoli zatrudnić ludzi, którzy obecnie są bezczynni, bowiem pracodawcom i rządowi brakuje środków na ich zatrudnienie. Właściwie to tylko krok od modnej dziś Nowoczesnej Teorii Monetarnej, ale o niej wspomnimy kiedy indziej. W każdym razie jednym ze zwolenników takiego myślenia o pieniądzach był wspomniany hochsztapler ekonomiczny. Chodzi o Szkota Johna Lawa, autora „Money and Trade Considered”.

John Law

Jon Law

Law zasługuje na osobny akapit. Była to bowiem nad wyraz barwna postać. W młodości roztrwonił majątek swojej rodziny, stale wplątywał się miłosne skandale i pojedynkował. Ostatecznie postanowił spoważnieć i… zaprojektował bank centralny. Jego idee nie spotkały się jednak z zainteresowaniem w rodzinnej Szkocji, ale ostatecznie pomysł spodobał się w zadłużonej Francji. Law stworzył więc pierwszy w historii tego kraju bank centralny. Więcej o jego tragicznych losach przeczytanie tutaj.

Nas interesują same idee Lawa. Ten zaś uważał, że ciągły dodruk waluty jest nie tylko realny, ale też słuszny. Twierdził, że wraz z przyrostem obiegu pieniądza będzie spadało oprocentowanie kredytów, zyski wszystkich będą rosnąć, a ceny… wcale nie będą skakać! Jak się to skończyło, dowiecie się czytając o historii bańki, jaka miała miejsce we Francji za czasów, gdy Law wziął sprawy w swoje ręce. Dość powiedzieć, że historycy są zdania, że ekonomiczne eksperymenty nonszalanckiego Szkota doprowadziły długofalowo do wielkiego zadłużenia Francji, a w konsekwencji wybuchu Rewolucji Francuskiej.

Warto wspomnieć też o Jamesie Steuarcie (żył w okresie od 1712 do 1780 r.). Uważany jest on bowiem za prekursora keynesizmu. Chciał by powstał pieniądz rachunkowy, który miał być niejako miernikiem stałej wartości ma rynku. Miał być on stabilny i zabezpieczony dobrami (ziemią, domami itd). Nie miał być jednak pieniądzem kruszcowym, bo ten miał być wykorzystywany tylko do wymiany międzynarodowej. Innymi słowy chciał, by wewnątrz krajów płacono czymś na miarę stablecoinów, zaś w handlu między krajami posługiwano by się złotem. Widział też pozytyw w podatkach, pożyczkach wewnętrznych i wydatkach rządowych. Stąd porównanie do Keynesa.

CDN.

geco-one-bitcoin-trading

rozliczanie kryptowalut rozlicz kryptowaluty

Satsback bitcoin cashback

Black Friday Promotion