Dla wnikliwych

Jak myślano o pieniądzu. Część 4. Te pieniądze nie są wcale takie złe…

W poprzedniej części tego cyklu wspominaliśmy o tym, jak o pieniądzu przez wieki myśleli chrześcijanie. Cały artykuł przeczytacie w tym […]

Data publikacji: 16 lipca 2020

bitbay

W poprzedniej części tego cyklu wspominaliśmy o tym, jak o pieniądzu przez wieki myśleli chrześcijanie. Cały artykuł przeczytacie w tym miejscu. Z kolei wszystkie odsłony tego cyklu publikujemy pod tym linkiem. Dziś zaś pozostaniemy w świecie chrześcijan, ale skoncentrujemy się na protestantach. Ich spojrzenie na to, czym są pieniądze zrewolucjonizowało nasz świat, a niektórzy sądzą nawet, że sprawiło, że to właśnie Zachód stał się w pewnym momencie najsilniejszym regionem świata pod kątem politycznym i gospodarczym.

Pieniądz jest w sumie w porządku

Jak już pewnie sami zauważyliście, z biegiem wieków o pieniądzu myślano w coraz to bardziej liberalny sposób. Dlaczego? Właściwie na „kartach” tej opowieści parę razy już na to odpowiadaliśmy Po prostu ludzie to na tyle ciekawe istoty, że nierzadko mówią jedno, ale robią potem drugie. Zresztą rozwój pieniądza i kredytu były konieczne do rozwoju gospodarki. Choć w średniowieczu nasi przodkowie ponoć myśleli głównie o życiu wiecznym, w praktyce woleli tu na dole, na ziemi, płakać w zadbanej komnacie na dużym zamku, a nie w rozpadającej się chałupie. Dziś wszyscy mamy podobnie, prawda?

Spójrzmy jednak teraz na tło historyczne opisywanych przez nas wydarzeń. Po pierwsze, od XIV w. następował powolny upadek Kościoła. Początkowo papieże mieli władzę większą niż królowie, ale z czasem zaczęło się to zmieniać. W czasie tzw. niewoli awiniońskiej (miała ona miejsce w latach 1309 – 1377) przywódcy Kościoła musieli rezydować nie w Rzymie, a na terenie Francji. Do tego zostali zmuszeni działać zgodnie z poleceniami lokalnych władców.

Ludzie – a zwłaszcza elity intelektualne – zaczęli zupełnie inaczej myśleć o ziemskiej rzeczywistości. Tu kluczową rolę odegrały prace Awettoesa. Był to arabski badacz filozofii Arystotelesa, który głosił teorię istnienia dwóch prawd: boskiej i ludzkiej. Mówiąc prościej, uznał, że Bóg niech robi swoje, a my, tu na ziemi, swoje. Coraz popularniejszy stawał się też humanizm, prąd filozoficzny, który w centrum stawiał już człowieka, a nie Boga. Nie trudno zgadnąć, że bardzo podobało się to tym ludziom, którzy dobrze radzili sobie na rynkach – bankierom i kupcom. Dotąd chrześcijańska doktryna utrudniała im życie w biznesie. Teraz mogło się to zmienić.

Kupię urząd, płacę gotówką!

Kościół niejako popełniał też swoje zbiorowe wizerunkowe samobójstwo. Chodzi o to, że sami duchowni żyli dość – jak byśmy to dziś powiedzieli – na pokaz. Nie kryli się ze swoimi majątkami, a do tego sam Kościół handlował urzędami. Biskup Magdeburga, Albrecht Hohenzollern (kuzyn i imiennik ówczesnego wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego) w pewnym momencie zapragnął np. kupić sobie biskupstwo Moguncji. Dzięki temu mógł stać się najpotężniejszym duchownym w Niemczech! Było więc, o co się bić!

Był tylko jeden kłopot. Prawo kanoniczne zabraniało takim jak on łączenia dwóch stanowisk biskupich. No chyba że, dostałby najpierw dyspensę u papieża. Albrechtowi dobrze się powodziło, ale nie na tyle, by zdobyć taki dokument (tak, dyspensę się kupowało!). Zwrócił się jednak o pomoc do ówczesnego najpotężniejszego bankiera Europy, Jakuba Fuggera. Ten miał pożyczyć mu środki na całą operację.

Hohenzollern nie tylko wziął kredyt, ale jeszcze doszedł do wniosku, że warto potraktować go jako chwilówkę i szybko spłacić. Przygotował więc szeroką ofertę odpustową dla wiernych. Za opłatą można było m.in. wykupić winy członków swojej rodziny (żywych i zmarłych – tak by tym drugim skrócić męczarnie w czyśćcu). Mało tego, w najdroższym pakiecie była nawet opcja odpuszczenia grzechów, które… jeszcze się nie popełniło! Przecież to lepsze niż kupowanie kwiatów żonie po grzesznym skoku w bok!

Sam Fugger w warunkach umowy dot. pożyczki zapisał zaś, by pełnomocnikiem ds. odpustów miał zostać dominikanin Johaness Tetzl. I może gdyby nie ta decyzja historia potoczyłaby się inaczej…

Marcin Luter

Jesteśmy też w tym momencie, gdy na arenę dziejów wchodzi Marcin Luter.

protestantyzmLuter interesował się działalnością grzesznego Tetzla. Nieświadomy jego powiązań z Albrechtem napisał nawet do niego oficjalny list, w którym krytykował działania dot. sprzedaży odpustów. Jak łatwo się domyślić, Hohenzollern nie odpowiedział na pismo. Zgodnie z legendą Luter przybił wtedy do lokalnego kościoła słynne 95 tez (historycy sądzą, że tak naprawdę nic takiego nie miało miejsca, a sam Luter jedynie zaczął rozgłaszać swoje poglądy i to też za pomocą i wsparciem finansowym wrogów przekupnych duchownych). W każdym razie we wspomnianym dokumencie atakował ówczesny Kościół za jego finansowe ekscesy

Kto jednak stał za Lutrem? Powiedzmy to sobie szczerze: nie były to czasy internetu, kiedy za pomocą jednego postu i płatnej promocji na Facebooku można dotrzeć do tysięcy czy dziesiątek tysięcy ludzi. Nie, ktoś musiał zająć się dystrybucją tez. Pomógł w tym wynalazek druku, który był jednak bardzo drogi. Niektórzy historycy sugerują więc, że za kolportażem myśli zbuntowanego duchownego stało lobby bankierskie, które dostrzegło w nich szansę na zwalczenie konserwatywnych poglądów Kościoła dot. lichwy.

Powyższe ma niby sens, ale to o tyle dziwne, że przecież działania kontrowersyjnych duchownych Kościoła finansował sam Jakub Fugger, największy bankier Europy, a tym samym świata. Do tego sam Luter w opublikowanym w 1520 r. kazaniu o lichwie pisał:

“Największym nieszczęściem narodu niemieckiego jest niewątpliwie pożyczenie na procent […]. Diabeł wynalazł je, a papież, sankcjonując to, wyrządził światu wielkie szkody”.

Nie zmienia to jednak faktu, że protestantyzm zmienił myślenie o lichwie. Filip Melanchton, wyznawca Lutra, uważał, że lichwa jest dopuszczalna, ale tylko w przypadku pożyczania środków bogatym.

Jan Kalwin, twórca kalwinizmu, uznawał procenty przy pożyczce za sprawiedliwe, ale też tylko wtedy, gdy nie były wyższe, niż oprocentowanie, które ustala odgórnie władza. Już jednak jego teoria predestynacji zmieniła ogólny stosunek do bogactwa. Te było dla jego wyznawców aktem łaski bożej. Zdaniem niektórych historyków i ekonomistów takie podejście do pieniądza sprawiło, że w protestanckich krajach powstał pęd do zarabiania, który dał podwaliny pod kapitalizm. Zresztą przecież to idealna religia dla ludzi biznesu i bankierów! Może więc we wspomnianej teorii spiskowej coś jest?

Nowożytność przyniosła też pierwszą świecką doktrynę ekonomiczną. Chodzi o merkantylizm, który opierał się na podporządkowaniu polityki państwa rozwojowi gospodarczemu. Jak uważano, to władza powinna za pomocą swoich instrumentów – ustanawianiu monopoli, ingerencji w rynek czy nawet siły – działać tak, by całe państwo się bogaciło i rozwijało.

Problemy gospodarcze jednak nie zniknęły. Wcześni merkantyliści, tzw. bulioniści, twierdzili bowiem, że by kraj się bogacił wystarczy, by spływało do niego jak najwięcej kruszców. Jak wiemy, były to czasy wczesnego kolonializmu. Hiszpanie zaczęli sprowadzać z Ameryki tony złota, którym zalali Europę. Efektem była wysoka inflacja.

CDN.

geco-one-bitcoin-trading

rozliczanie kryptowalut rozlicz kryptowaluty

Satsback bitcoin cashback

Black Friday Promotion