Dla wnikliwych

Jak myślano o pieniądzu. Część 3. Handel i pieniądz nie są cool

W poprzedniej części naszego cyklu dot. tego, jak przez wieki myślano o pieniądzu, analizowaliśmy to, jak o pieniądzach myśleli w […]

Data publikacji: 12 lipca 2020

bitbay

W poprzedniej części naszego cyklu dot. tego, jak przez wieki myślano o pieniądzu, analizowaliśmy to, jak o pieniądzach myśleli w przeszłości Żydzi. Dziś nadszedł czas na temat o wiele nam bliższy – chrześcijan.

Lichwa nie jest fajna!

Jak już wiecie z poprzedniej części, chrześcijanie nie mogli udzielać oprocentowanych pożyczek, nie mówiąc już o lichwie. Skąd brało się jednak takie myślenie? O pieniądzach można przeczytać już np. w Ewangelii św. Łukasza:

“Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyle samo otrzymać. Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając.”

Widać w tym myśleniu potępienie lichwy, ale zarazem pochwałę jałmużny. Inna sprawa, że dla chrześcijan od początku liczyło się życie wieczne, czyli egzystencja po śmierci, więc myślenie o pieniądzu tu, na ziemi, niezbyt dobrze się w to wpisywało.

chrześcijaństwoPowyższe widać już w pismach Ojców Kościoła. Dla nich pieniądz był złem, zaś bogactwo rodziło się z nieuczciwości. To dość przerażające, bowiem jest to dziwnie podobne do myślenia skrajnej lewicy czy Polaków z czasów… PRL. Potępiana była przy okazji miłość do pieniądza, w czym chrześcijanie przypominali poganina Platona. O ile jednak grecki filozof nie lubił miłośników mamony, bowiem nudzili go w czasie rozmów, tak założyciele Kościoła twierdzili, że uwielbienie bogactwa prowadzi do skąpstwa (zresztą to dość logiczne, prawda?). Pieniądze miały być w praktyce wykorzystywane do pomagania bliźnim i słabszym., a nie do pomnażania majątku. Jakże to jednak dalekie, od tego co potem na kartach historii wyprawiali liczni duchowni, łącznie z papieżami!

Warto jednak dodać, że mimo powyższego odróżniano bankierów od lichwiarzy. Dlaczego? To kolejny dowód na to, że ludzie naginają swoje idee pod realne potrzeby. Po prostu uderzenie w bankierów zahamowałyby rozwój gospodarczy. Złośliwi dodaliby, że ten ostatni potrzebny był już na tym etapie Kościołowi, bowiem bogaci wierni oznaczają wyższe datki w czasie mszy św. My jednak nie jesteśmy tak sarkastyczni, więc tego nie napiszemy…

Handel… tak, też nie jest ok

Człowiek biznesu nie miałby w czasach wczesnego Kościoła za dobrze. Instytucja nie ufała do tego wszystkiego handlarzom. Właściwie i tu ponownie widać echo myślenia starożytnych Greków. Tak jak Arystoteles mówił, że na pożyczeniu pieniądza nie powinno się zarabiać, bowiem pieniądz sam w sobie niczego nie produkuje, tak chrześcijanie uważali, że kupcy nie są zbyt pożyteczni społecznie, bowiem handlują rzeczami, których sami w końcu nie wyprodukowali. Miało to oznaczać, że sami nie wytworzyli realnej wartości. Trochę przypomina to pewną pogardę dla sprzedawców, którą – ponownie! – widać w polskiej mentalności. Pytanie, czy u nas wzięło się to z chrześcijaństwa, czy z prlowskiej mentalności, gdzie zawsze wyżej ceniono robotnika niż intelektualistę czy tzw. prywaciarza.

Tak niekorzystne dla ludzi biznesu myślenie zmieniło się dopiero w środkowym średniowieczu. Święty Albert Wielki (1190-1280) przyznał, że pieniądz jest potrzebny, zaś św. Tomasz z Akwinu (1225-1274) dodał, że handlowcy mogą doliczać do towarów swój narzut, ale tylko jeśli np. przewieźli go w inne miejsce.

Do tego w dyskusji pojawiło się myślenie o cenie sprawiedliwej. Henryk z Gandawy w XIII w. twierdził, że w handlu może pojawiać się narzut, ale głównie w trzech przypadkach:

  • gdy towar został gdzieś przetransportowany, np. do innego miasta,
  • w przypadku, kiedy handlarz kupił go, gdy był tani, sprzedał, gdy był drogi; zmieniły się więc ogólne warunki rynkowe,
  • gdy handlarz zna się na tym, co sprzedaje, więc kupując towar od niego, wiemy, że kupujemy coś solidnego. Innymi słowy dodaje on nam pewną wartość dodaną poprzez swoją wiedzę.

Pieniądz zaczął być w końcu traktowany jako narzędzie do wymiany handlowej. Dlaczego? Najprościej byłoby odpowiedzieć: bo musiał! Po prostu ludzie nie mogą istnieć bez pieniądza w swoim ekonomicznym wymiarze. A dokładniej: gospodarka nie może funkcjonować bez tej „obrzydliwej” mamony (pomińmy tutaj szalone wizje komunistów, którzy sądzili, że może być inaczej, bowiem, jak pokazuje praktyka, takich pomysłów nie udało się nigdy zrealizować na szeroką skalę). Scholastycy przejęli do tego od samego Arystotelesa teorię o bezpłodności pieniądza. Przypomnijmy, że ten grecki filozof był poganinem! Jak jednak widać, chrześcijanie potrafili przymknąć na to oko.

Nadal podtrzymano jednak zakaz oficjalny lichwy. Choć też tylko na papierze. W praktyce bowiem był on sprytnie omijany. Naliczano bowiem w miejsce wysokich procentów tzw. odszkodowanie za straty poniesione spóźnieniem spłaty. Inaczej mówiąc pożyczano pieniądze na tak krótki okres, by móc od razu naliczać odsetki. Inną metodą było naliczanie opłat dot. ryzyka, jakie wiązało się z pożyczaniem pieniędzy.

historia blockchainJak więc widać, lichwa i kredyt funkcjonowały w ramach chrześcijańskich społeczeństw, tyle że pod innymi pojęciami. Oficjalnie lichwiarzy potępiano, ale w sumie wiedziano, że są potrzebni na rynku (tak jak dziś firmy oferujące tzw. chwilówki). Dante wyznaczył jednak tym nieszczęśnikom miejsce w siódmym kręgu Piekła.

Wszystko się zmienia

Wszystko uległo jednak zmienianie dopiero w XIV w. Nauka o pieniądzu poczyniła znaczne postępy. Antonin z Florencji wiele mówił o fizycznym charakterze pieniądza. Twierdził, że lepiej, by miał on formę kruszcu niż np. skóry. Podkreślał, że tylko wtedy prezentuje faktyczną wartość. Z pewnością byłby przerażony, gdyby zobaczył, że dziś płaci się papierkami…

Św. Bernardyn ze Sieny z kolei zauważył, że pieniądz może też sam w sobie generować zyski. To był już wielki przełom i zarazem odejście od idei Arystotelesa, którzy nad pieniądz wyżej potrafił postawić krowę (jeśli nadal nie wiecie, o co chodzi, koniecznie musicie przeczytać część pierwszą tego cyklu!).

Kolejnym wielkim fanem kruszcowych pieniędzy był także Mikołaj z Oresme. W swoim trakcie o monetach wyraźnie stwierdzał, że te powinny być tylko i wyłącznie produkowane z kruszców. Potępiał przy okazji psucie monet przez władców, bowiem to prowadziło do niszczenia gospodarki. Już wtedy też stanowiło ogromne ryzyko, ale zarazem było powszechnym procederem. Jego nauki zainspirowały potem Thomasa Greshama do stworzenia jego słynnego prawa o dobrych i złych pieniądzach.

Warto jednak dodać, że wszystkie patologie Kościoła związane z pieniędzmi doprowadziły później do powstania protestantyzmu, którym jednak zajmiemy się w kolejnej odsłonie tego cyklu. Niestety, może i duchowni oficjalnie potępiali pieniądze, ale sami kochali je chyba nad życie. A przynajmniej część z nich była do tego stopnia zachłanna, że handlowała odpustami czy urzędami kościelnymi, zaś w średniowieczy niezwykle popularny był też handel relikwiami. Oczywiście te „gadżety” były niemal zawsze sfałszowane…

CDN.

geco-one-bitcoin-trading

rozliczanie kryptowalut rozlicz kryptowaluty

Satsback bitcoin cashback

Black Friday Promotion