Wojna hybrydowa to termin, który zyskał szczególną popularność w ostatniej dekadzie, zwłaszcza w kontekście konfliktów z udziałem Rosji. Choć pojęcie to brzmi nowocześnie, sama idea łączenia różnych form prowadzenia działań wojennych ma swoje korzenie w tym, co działo się znacznie wcześniej. W niniejszym artykule przybliżę ci definicję wojny hybrydowej oraz wyjaśnię, na czym dokładnie polega.
Wojna hybrydowa
Wojna hybrydowa to sposób prowadzenia konfliktu, który opiera się na działaniach, które są zarazem agresywne, ale nie militarne. Kluczową cechą jest zatarcie granicy między stanem wojny a pokoju.
Brzmi skomplikowanie? Już tłumaczę! Ten typ wojny eliminuje właściwie konwencjonalne siły zbrojne. Te mogą zostać użyte, ale nie są konieczne: sednem wojny hybrydowej są bowiem sabotaż, cyberataki i wojna informacyjna (dezinformacja, propaganda, hakowanie systemów). Do tego dochodzi oddziaływanie polityczne i gospodarcze – wywieranie presji ekonomicznej na przeciwnika czy wpływanie na procesy polityczne (np. na wyniki demokratycznych wyborów). W kwestii stricte militarnej w grę wchodzi nie wojsko, ale formacje nieoznakowanych żołnierzy, "niosących pomoc" ciemiężonym mieszkańcom danego regionu.
Wojna hybrydowa ma na celu osłabienie przeciwnika bez wypowiadania formalnej wojny. Często prowadzi do destabilizacji państw, podziału społeczeństwa oraz osłabienia instytucji demokratycznych.
Tyle teorii, teraz weźmy całe to zjawisko pod lupę.
To nic nowego!
Choć termin „wojna hybrydowa” został szerzej spopularyzowany dopiero w XXI wieku, sama koncepcja łączenia różnych form walki nie jest nowa. Już w starożytności państwa stosowały różne metody walki. W praktyce oznaczało to sianie defetyzmu na wrogich terenach, spiski czy przekupywanie polityków.
Możemy uznać, że Rzeczypospolita Obojga Narodów, sojusz Polski i Litwy, upadła w wyniku takich działań: jej sąsiedzi przekupywali posłów, by ci zrywali sejmy lub wybierali w czasie wolnej elekcji królów, którzy prowadzili potem politykę niekoniecznie zgodną z interesem kraju. Pod sam koniec XVII w. na sejmie elekcyjnym August II Mocny został ogłoszony królem przez mniejszość szlachty, która była przekupiona przez Rosję. Stanisław August Poniatowski zasiadł na warszawskim tronie głównie dlatego, że naciskała na to caryca Katarzyna II.
W czasach nam bliższych wojnę hybrydową prowadził Związek Radziecki, który wspierał w dwudziestoleciu międzywojennym w poszczególnych krajach partie komunistyczne i ruchy wyzwoleńcze, które miały podkopywać władzę jego geopolitycznych rywali. Politykę tę kontynuowano w czasie zimnej wojny. Oczywiście druga strona - USA - nie była bierna i prowadziła niemal bliźniacze działania w bloku wschodnim - wszystko, by osłabić Moskwę bez użycia wojsk.
Skoncentrujmy się tutaj na pracach Rosjan. Już w czasie II wojny światowej w Wojskowym Instytucie Języków Obcych pracowano nad tzw. superpropagandą. Podmiot ten w 2000 r. przekształcono w Wydział Zagranicznej Informacji Wojskowej Uniwersytetu Wojskowego resortu obrony Rosji. To tam zaczęły być rozwijane koncepcje wykorzystania technologii informacyjnych w działaniach wojskowych. W 2000 r. temat wojny informacyjnej wprowadzono do programów nauczania w rosyjskich instytucjach i uczelniach resortowych.
Jako ciekawostkę warto jednak dodać, że pierwszym krajem, który na szeroką skalę zastosował wojnę informacyjną, były USA - w 1990 r. w czasie wojny w Iraku.
Siergiej Modiestow z Akademii Nauk Wojskowych zdefiniował cele konfliktu hybrydowego. Chodzi o "osiąganie i utrzymywanie przewagi informacyjnej jednej strony nad inną poprzez wywieranie określonego (...) wpływu na państwowy system decyzyjny". Innymi słowy chodzi o wywieranie wpływu na władze, ale poprzez zdobycie kontroli nad przestrzenią informacyjną.
Jak to działa?
Jak w praktyce może to wyglądać? Przykładowo, jeżeli rząd danego kraju chciałby podjąć decyzję, która nie jest dobra dla Rosji, celem wojny hybrydowej będzie "naciśnięcie" na władze, by zrobiły krok w tył. Można to opisać na konkretnym przykładzie. Po inwazji Rosjan na Ukrainę w 2022 r. Finlandia ogłosiła, że chce dołączyć do NATO, co uderzało w interesy Moskwy. Choć dołączenia do Sojuszu nie udało się zablokować, Kreml odpowiedział właśnie konfliktem hybrydowym - na granicę Finlandii zaczęto wysyłać duże ilości migrantów. Podobny jak miało to i ma miejsce w przypadku Polski. Celem takich ataków jest pokazanie słabości państwa i nadwyrężenie możliwości jego służb.
Warto wyjaśnić też inną kwestię dot. wojny informacyjnej. W czasie pandemii COVID-19 w sieci pojawiło się wiele kont, które kolportowały informacje o szkodliwości szczepionki na koronawirusa. Nie chce rozsądzać tutaj, która strona miała rację - czy szczepionka była skuteczna i czy niosła za sobą skutki uboczne. Nie to jest sednem wojny informacyjnej! Wiele wskazuje na to, że za botami antyszczepionkowymi stały jednak służby Rosji. Dlaczego? Powodem było to, że program szczepień promował polski rząd i ogólnie mainstream (znani politycy, aktorzy i influencerzy). W "hybrydówce" chodzi właśnie o to: uderzenie w główny nurt, zasianie braku zaufania do rządzących i dzielenie społeczeństwa.
To naturalne, że w tak kontrowersyjnej kwestii jak nowa szczepionka wiele osób będzie miało wątpliwości co do jej skuteczności. Dlatego zadaniem rosyjskich propagandystów będzie w takiej sytuacji podsycanie tych niepokojów. Nie chodzi już o to, która strona ma tu rację - liczy się zwiększanie podziałów społecznych.
Taki sam schemat stosuje się w innych sprawach - prawa kobiet do aborcji, sprowadzania do kraju migrantów czy prawa osób ze społeczności LGBT do zawierania małżeństw. Wszystkie te tematy są idealne do podsycania niepokojów.
Powyższe informacje są kluczowe do pojęcia, czym są działania hybrydowe. Ogromnym uproszczeniem jest łączenie ich z określoną opcją polityczną - propagandyści wesprą każdą stronę konfliktu, byle tylko podgrzać atmosferę. Oznacza to, że Rosja może po cichu wspierać zarówno prawicę, która chce ograniczenia sprowadzania migrantów do Polski, jak i lewicę, domagającą się liberalizacji prawa do usuwania ciąży.
Samo zaprojektowanie strategii wojny informacyjnej wymaga dużej wiedzy eksperckiej. Konieczna jest znajomość kraju, który bierze się na cel: jego historii, tradycji i stereotypów społecznych. Przykładowo, "żołnierz" hybrydowy prowadzący kampanię w Polsce będzie wykorzystywał fakt, że nasz kraj został zniszczony w czasie II wojny światowej przez Niemców i że na pomoc nie przyszli nam wtedy zachodni sojusznicy. I ponownie: mogą być to ostrzeżenia słuszne, ale liczy się kontekst i cel, czyli dzielenie społeczeństwa.
Kluczowy jest też język, jaki używają "trolle". Stosują bardzo emocjonalne sformułowania. Np. wyrażenie "Donald Tusk doniósł" brzmi o wiele bardziej negatywnie niż "Donald Tusk poinformował".
Wszystko to ma na celu nie tylko dzielenie społeczeństwa, ale też wpływanie na decyzje wyborcze wyborców. I ponownie: np. podsycanie nastrojów antyimigracyjnych może pomóc w wygraniu wyborów partiom prawicowym, straszenie wprowadzeniem całkowite zakazu aborcji - lewicowym. Dzięki temu Rosja może wesprzeć te partie, które mogą po przejęciu władzy prowadzić bardziej prorosyjską politykę.
Tego typu kampanie informacyjne mają o wiele większe szanse powodzenia w krajach demokratycznych niż w totalitarnych, w których przekaz medialny jest kontrolowany przez władze. Tym samym Rosja może się na tym polu czuć bezpieczniejsza niż Polska czy USA.
Ostatecznym celem takich działań jest przewrót ideologiczny. Zdaniem Jurija Bezmienowa, eksperta ds. wojny informacyjnej, wszystko rozpisane jest na 20-25 lat. Chodzi o zmianę światopoglądu sporej liczby społeczeństwa.
Wojna informacyjna to jednak jeden z elementów układanki. Do tego dochodzą cyberataki i zamachy. Te mają na celu utrudnianie społeczeństwu funkcjonowania i zmniejszanie zaufania do państwa. To też ostatni etap przed atakiem kinetycznym - pomaga hakerom rozpoznać słabe punkty cyberprzestrzeni danego kraju, a dywersantom zrozumieć, jak działają służby (policja, straż pożarna, wojsko).
Liczba cyberataków od paru lat rośnie. Jak podał pod koniec 2024 r. wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, liczba cyberataków w skali 12 miesięcy wzrosła o 100%, od 2022 r. - 200%.
Wszystko powyższe nie oznacza, że Rosja na dniach nas zaatakuje. Wszystko to, co ma miejsce, to jednak przygotowania do agresji militarnej. Nie musi do niej dojść, jeżeli Kreml zostanie odstraszony.
Rok 2014 był tylko prologiem
W 2014 roku świat po raz pierwszy zobaczył na żywo przykład rosyjskiej wojny hybrydowej w pełnej skali, łącznie z działaniami militarnymi. Rosja, nie wypowiadając wojny, zajęła Krym przy pomocy „zielonych ludzików” – nieoznakowanych żołnierzy. Towarzyszyła temu intensywna kampania dezinformacyjna, cyberataki oraz wzmacnianie prorosyjskich nastrojów w regionie.
Obecnie wojna hybrydowa trwa nadal i dotyczy też Polski. W sieci bez problemu natkniesz się na posty "trolli", memy, które mają ośmieszać przeciwników Rosji, czy artykuły, które także wpisują się w prorosyjską narrację. Wiedza, rozumienie tego, czym jest wojna informacyjna jest w tej sytuacji najlepszą bronią.
Podsumowanie
Konflikt hybrydowy to wojna o umysły społeczeństwa. Jego skuteczność opiera się na wykorzystaniu nowoczesnych technologii, socjotechnikach i różnych metodach, po które nie sięga się w czasie konwencjonalnych wojen. Choć pojęcie to stało się popularne dopiero w XXI wieku, jego korzenie sięgają znacznie dalej.
Współczesne państwa muszą nie tylko wzmacniać swoje siły zbrojne, ale także budować odporność społeczną, informacyjną i cyfrową, by skutecznie stawić czoła nowemu wymiarowi wojny.