Cyfrowy juan: szansa, zagrożenie czy powód wybuchu przyszłej wojny?

2021-04-21 Dla wnikliwych Wiadomości

Temat cyfrowego juana nie schodzi z pierwszych stron gazet. Eksperci patrzą na niego z wielu perspektyw – wewnętrznej polityki Państwa […]

Temat cyfrowego juana nie schodzi z pierwszych stron gazet. Eksperci patrzą na niego z wielu perspektyw – wewnętrznej polityki Państwa Środka, gospodarki czy jako na zagrożenie dla dolara lub narzędzie do inwigilacji obywateli. Bloomberg zauważył właśnie, że „Chiny szukały sposobów na przeciwdziałanie sankcjom USA po tym, jak administracja Trumpa zaatakowała chińskich urzędników i firmy”. Portal sugeruje, że bronią do walki z Waszyngtonem będzie wkrótce właśnie cyfrowy juan.

Cyfrowy juan, Chiny i geopolityka

O tym, że rywalizacja na linii Chiny – USA nie tylko trwa, ale staje się coraz bardziej zacięta, mówi się od paru lat. Niektórzy naiwni komentatorzy życia politycznego uważali, że sukces wyborczy Joe’go Bidena sprawi, że napięcie zelżeje, a oba mocarstwa bardziej postawią na dialog.

I faktycznie, politycy obu krajów nadal ze sobą rozmawiają, a nie rzucają się sobie do gardeł, ale są to raczej szorstkie debaty. W każdym razie, dziś nic nie wskazuje na to, by Biden miał sprawić, że rywalizacja stanie się spokojniejsza. Pekin też nie zamierza odpuszczać i chce kontynuować swój mocarstwowy marsz.

Niektórzy eksperci ds. geopolityki – w tym np. Jacek Bartosiak, autor „Wojny na Pacyfiku” – twierdzą, że pomiędzy mocarstwami może dojść nawet do wybuchu wojny. Casus belli może okazać się zachowanie Chin względem Tajwanu lub cokolwiek innego, co tylko da USA pretekst do interwencji.

cyfrowy juan chinyJak na razie jednak wojny nie ma, ale rywalizacja trwa. Zwłaszcza na poziomie gospodarki. Jak twierdzi Bloomberg, „zamiast kwestionować dominację dolara amerykańskiego i zneutralizować sankcje, cyfrowy juan wydaje się potencjalnie bardziej znaczący geopolitycznie jako dźwignia finansowa dla międzynarodowych firm i rządów, które chcą mieć dostęp do 1,4 miliarda chińskich konsumentów.”

Dla Państwa Środka to coś wspaniałego. „Ponieważ Chiny mają możliwość monitorowania transakcji wykorzystujących walutę cyfrową, może im być łatwiej podjąć odwet na każdym, kto atakuje Pekin w delikatnych kwestiach, takich jak Tajwan, Xinjiang i Hongkong”, dodaje portal.

Elity USA zdają sobie z tego sprawę.

Jeśli myślisz, że Stany Zjednoczone mają dużą władzę dzięki naszym organom ds. sankcji skarbowych, to jeszcze nic nie widziałeś – powiedział w zeszłym tygodniu Matt Pottinger, były zastępca doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Donalda Trumpa.

Jak dotąd Chiny w większości opierały swoją politykę na uderzaniu w zagraniczne firmy. Wszystko w odpowiedzi na działania USA wobec gigantów takich jak Huawei. Teraz sprawy mogą przybrać inny obrót.

Waluta daje ci władzę

Warto pamiętać, że posiadanie waluty o globalnym zasięgu daje jej właścicielowi wielką władzę. Nie bez powodu USA bronią dolara i są w stanie wywoływać dla jego ochrony wojny. Przykład? Konflikt z Irakiem, który wybuchł m.in. dlatego, że Saddam Husajn chciał uruchomić handel ropą za pomocą euro, a nie dolara. Tak oto to, co działo się wtedy w sferze ekonomii i geopolityki, opisał autor serii „Wojna o pieniądz” Song Hongbing:

W tym momencie Stany Zjednoczone były już rozgniewane do granic możliwości – jeśli bliskowschodnie kraje eksportujące ropę naftową pójdą w ślady Husajna, to znaczyłoby, że siła dominacji dolara zostanie osłabiona o połowę, a jeśli za dolary nie da się kupić ropy naftowej, to któż na całym świecie zechce pozostać w posiadaniu słabnącego dolara?

Efektem powyższego myślenia była atak na Irak i obalenie dyktatora.

Jeszcze dalej w swoim planach szedł Mu’ammar al-Kaddafi. Oddajmy ponownie głos Hongbingowi:

Można powiedzieć, że ambicje Kaddafiego były o wiele potężniejsze niż ambicje Saddama Husajna, mierzyły one bowiem nie tylko w dolara i euro, lecz miały doprowadzić do utworzenia niezależnego systemu monetarnego w świecie afrykańskich i arabskich finansów.

Efekt? Taki sam: wojna i koniec rządów niepokornego polityka.

Jak zaś twierdzi Bloomberg „kontrolowanie dostępu do ogromnego rynku chińskiego pozostaje najlepszym sposobem, aby Pekin uderzył w USA: dopóki chińskie firmy nadal chcą mieć dostęp do szerszego świata finansów zdominowanego przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników, Waszyngton może skutecznie nakładać sankcje na prawie każdego”, kto mu się przeciwstawia (pomińmy tu kwestię tego, czy słusznie, czy też nie).

Wielki marsz trwa

Chiny z kolei już wiele lat temu rzuciły USA rękawicę. Prezydent Xi Jinping ma ambitny plan: chce przywrócić swojej ojczyźnie wielkość i zmazać hańbę czasów, gdy Państwo Środka zostało podporządkowane Zachodowi. Dla USA i sojuszników Waszyngtonu najgorsze jest to, że jak na razie Pekinowi udaje się realizować zadanie, jakie wyznaczył Jinping.

Co ma zaś oznaczać wzrost potęgi Chin? Po pierwsze, zdominowanie światowego handlu, w czym ma pomóc Nowy Jedwabny Szlak. Od czasów odkryć geograficznych dominującą rolę na globie mają te kraje, które kontrolują morskie szlaki handlowe. Chiny chcą przywrócić znaczenie ich ziemnych odpowiedników. Stąd plany budowy sieci kolei czy autostrad, które mają złożyć się na Nowy Jedwabny Szlak.

To nie koniec. Xi wezwał też swój narodów do uzyskania większej samowystarczalności w zakresie kluczowych technologii, takich jak np. zaawansowane chipy komputerowe. Tym samym Chiny przestałyby być wielką montownią świata, a stały centrum technologicznym. Dolina krzemowa ma się więc czego obawiać.

W tym wszystkim także może pomóc cyfrowy juan. Chińskie CBDC może bowiem usprawnić handel detaliczny, międzynarodowy i między korporacjami. Byłby to kolejny cios w dolara.

Samobój?

Jest jednak i druga strona medalu. USA mogą na to nie pozwolić. Jak pisze Bloomberg, „oddzielenie finansowe od USA zaszkodziłoby tylko gospodarce Chin i potencjalnie naraziłoby Partię Komunistyczną na bardziej destabilizujące ataki” ze strony Waszyngtonu. Nie wspominając już o tym, że – jak pokazuje historia najnowsza – cios zadany w dolara może sprowokować USA do rozpętania wojny w regionie Pacyfiku. Nie jest jasne, czy Chiny poradziłyby sobie z USA i sojusznikami – Japonią, Australią i Koreą Płd.

cyfrowy juan chinyWielki Brat patrzy

Warto też dodać, że potencjalny sukces cyfrowego juana może być czymś groźnym dla nas wszystkim. A dokładniej: dla naszej kultury, w której nadal liczy się prywatność jednostki. Bloomberg wskazuje, że „powszechne użycie cyfrowego juana – znanego również jako e-CNY – mogłoby potencjalnie dać chińskiemu bankowi centralnemu więcej danych o transakcjach finansowych niż mają wielcy giganci technologiczni, umożliwiając Partii Komunistycznej wzmocnienie władzy”. Teoretycznie może być to przerażającą inspiracją dla innych rządów, które będą chciały pójść w tym samym kierunku.

Z drugiej strony, tak wysoki poziom kontroli może też pobudzić wzrost gospodarczy (zwłaszcza, jeśli cyfrowy juan zostanie rozbudowany o system daty ważności pieniądza, o czym pisaliśmy tutaj), ale jednocześnie również wystraszyć firmy i rządy, które już obawiają się chińskich osiągnięć w zakresie przymusu gospodarczego i praworządności.

Jak więc widać, cyfrowy juan budzi kontrowersje. Nie jest jasne, czy plany Pekinu uda się zrealizować i z jakim skutkiem. Jednego możemy być jednak pewni. Zgodnie z chińską klątwą, zaczęliśmy żyć w bardzo ciekawych czasach.

Tagi
cbdc Chiny cyfrowy juan dolar polityka USA

Newsletter

Najważniejsze newsy i insiderskie informacje prosto na Twój email.

>

Dbamy o ochronę Twoich danych. Przeczytaj naszą Politykę Prywatności.

bitbay rejestracja na gieldzie gielda geco one
rozlicz kryptowaluty

Redakcja Bitcoin.pl ostrzega:
Uważaj na oszustów. Dbaj o bezpieczeństwo.