Kluczowe wnioski:
- Senat przyjął projekt ustawy o kryptoaktywach.
- Dokument może zostać po raz trzeci zawetowany przez prezydenta.
Senat
zagłosował w sprawie ustawy o rynku kryptoaktywów. Za było 57 senatorów, przeciwko 26. Nikt nie wstrzymał się od głosu. Dokument po raz kolejny może zawetować prezydent.
Senat jest na "tak"
Senat przyjął bez poprawek ustawę o rynku kryptoaktywów, co oznacza, że polskie regulacje są już na ostatniej prostej legislacyjnej i trafią wkrótce na biurko prezydenta. To już trzecia próba wprowadzenia kompleksowych przepisów w Polsce. Wcześniejsze wersje ustawy zostały zawetowane przez głowę państwa. Przy pełnej aprobacie branży, która krytykuje projekt ustawy, jaki przedstawił rząd.
Tym razem gabinet Donalda Tuska liczy, że nowe okoliczności - upadek giełdy zondacrypto - oraz presja regulacyjna związana z przepisami unijnymi skłonią Karola Nawrockiego do złożenia podpisu.
Nowe przepisy zakładają znaczące wzmocnienie roli Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), która, jeżeli ustawa zostanie podpisana, stanie się głównym organem kontrolującym rynek kryptoaktywów w Polsce. Urzędnicy otrzymają spore uprawnienia: m.in. do blokowania stron internetowych podejrzanych projektów. Brzmi to jak dobry pomysł, ale działania KNF w poprzednich latach pokazują, że ta potrafi uderzać w nawet w pełni legalnie działające firmy. Nikogo więc nie powinno dziwić, że kryptofirmy obawiają się skutków nadmiernej władzy urzędników.
Dla firm z branży kryptowalut nowe regulacje to więc miecz obosieczny. Z jednej strony otrzymają pewne uporządkowanie rynku i jasne zasady działania, które mogą zwiększyć wiarygodność Polski jako miejsca prowadzenia działalności i przyciągnąć bardziej konserwatywny, instytucjonalny kapitał. Z drugiej jednak część uczestników rynku obawia się nadregulacji, która może podnieść koszty działalności i skłonić przedsiębiorstwa do przenoszenia się do innych krajów Unii Europejskiej.
Warto dodać, że to ostatnie już ma miejsce: poszczególne spółki rejestrują się już w innych jurysdykcjach, by ta starać się o licencję MiCA. W efekcie będą płacić podatki w innych krajach, a i tak działać w Polsce na zasadzie paszportowania. Straci tylko budżet państwa.
Prezydent wie, co robi
Ta ostatnia kwestia jest jednym z głównych argumentów przeciwników rządowego projektu i prezydenta, który pomysły Donalda Tuska zawetował już dwa razy. W ocenie Pałacu Prezydenckiego zbyt restrykcyjne przepisy mogą ograniczyć rozwój rynku w Polsce i sprawić, że rodzime firmy będą szukać bardziej przyjaznych jurysdykcji za granicą, co ostatecznie może odbić się również na poziomie ochrony samych użytkowników.
Senat przyjął rządową ustawę o kryptoaktywach bez zmian. Rząd nie był zainteresowany kompromisem z Prezydentem. Dyskusja w senackiej komisji nad 16 prezydenckimi poprawkami trwała całe 2 minuty. Czeka nas trzecie weto i czwarta próba uchwalenia normalnej ustawy
- skomentował Tomasz Mentzen, ekspert z branży kryptowalut.
Senat przyjął rządową ustawę o kryptoaktywach bez zmian.
Rząd nie był zainteresowany kompromisem z Prezydentem. Dyskusja w senackiej komisji nad 16 prezydenckimi poprawkami trwała całe 2 minuty.
Czeka nas trzecie weto i czwarta próba uchwalenia normalnej ustawy. Może tym razem
Polska i tak musi jednak dostosować się do unijnego rozporządzenia MiCA, które od 2024 roku stopniowo porządkuje rynek kryptoaktywów w całej UE. Brak krajowych przepisów utrudnia jednak firmom uzyskanie odpowiednich licencji w Polsce, co już teraz skłania część podmiotów do działania poza krajem (kolejny argument, by stąd uciekać!).
Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że około 6,4% Polaków posiada kryptoaktywa, przy czym najpopularniejsze pozostają bitcoin i ether. Rynek wciąż jest więc stosunkowo niszowym miejscem, choć popularność cyfrowych aktywów nadal rośnie.
Ostateczna decyzja należy teraz do prezydenta. Jeśli podpisze ustawę, Polska wejdzie w nowy etap – silnie regulowanego rynku kryptoaktywów z dużą rolą nadzoru państwowego. Jeśli jednak zdecyduje się na kolejne weto, kraj może pozostać w stanie legislacyjnej niepewności. Pytanie co lepsze: jakieś regulacje czy ich brak? W przypadku tego, co proponuje rząd, to pierwsze rozwiązanie wydaje się ciekawszą alternatywą.