Listy amunicji w skrzynce Suszka. Nowy rozdział afery zondacrypto
Michał NalewajkoRedaktor Bitcoin.pl

- TVN24 dziś rano ujawnia maile do założyciela BitBay z 2019 roku z ofertami broni, narkotyków, złota i materiałów wybuchowych
- Korespondencja pochodzi od osoby podpisującej się jako "Javier Gomez", przedsiębiorca z Hiszpanii
- Według dziennikarzy listy z mailami Suszek przekazywał potem Przemysławowi Kralowi, dziś prezesowi zondacrypto
- Materiał to kolejny odcinek śledztwa Superwizjera, który ma dostęp do cyfrowych dokumentów Suszka
Trzymałem się tej afery od kwietnia z mocno sceptycznym podejściem. Nie wobec poszkodowanych, których pieniądze faktycznie zniknęły z giełdy, tylko wobec narracji, która systematycznie eskaluje. Najpierw był problem techniczny z wypłatami. Potem rezerwy bitcoinów spadły o 99,7 procent. Potem mafia tambowska, 13 terabajtów danych prokuratury, 2 tysiące zawiadomień. Potem zawieszenie licencji w Estonii. Dziś rano TVN24 dodaje warstwę, której sam się nie spodziewałem.
Co ujawnia dzisiejszy materiał
Reporter Superwizjera Michał Fuja opublikował dziś o 6:35 tekst o korespondencji Sylwestra Suszka z lat 2018-2019. W skrzynce mailowej założyciela BitBay redakcja znalazła oferty na amunicję praktycznie każdego kalibru, broń, narkotyki, złoto i materiały wybuchowe. Nadawcą był ktoś podpisujący się jako Javier Gomez, przedsiębiorca z Hiszpanii. Według ustaleń dziennikarzy Suszek listy z tymi ofertami przekazywał potem swojemu prawnikowi i obecnemu prezesowi zondacrypto, Przemysławowi Kralowi.
Trzy fakty są w tej chwili bezsporne. Pierwszy: dokumenty cyfrowe Suszka istnieją i są w rękach dziennikarzy. Drugi: Suszek dostawał oferty kryminalne, których normalnie nie dostaje prezes legalnej giełdy kryptowalut. Trzeci: te oferty trafiały dalej do Krala, czyli osoby, która dzisiaj zarządza pieniędzmi dziesiątek tysięcy polskich klientów.
Czego materiał nie ujawnia
Nie wiemy, czy Suszek lub Kral odpowiadali na te maile, ani czy doszło do jakichkolwiek transakcji. Nie wiemy, czy Javier Gomez to prawdziwe nazwisko, czy alias. Nie wiemy, czy prokuratura w Katowicach ma już te dokumenty w swoich aktach, czy Superwizjer ujawnia coś, czego śledczy jeszcze nie widzieli. Te luki są ważne, bo decydują, czy mówimy o nowych dowodach kryminalnych, czy o kontekście biznesowym, który tłumaczy, w jakim towarzystwie przez lata obracał się założyciel największej polskiej giełdy.
Brakuje też reakcji Krala. Dotychczas reagował szybko - wideo z 16 kwietnia, oświadczenia z Monako, korespondencja z dziennikarzami money.pl. Ale jak wszyscy dobrze wiemy, od jakiegoś czasu jest cicho - i wszystko wskazuje na to, że tak już raczej pozostanie.
Dlaczego to ma znaczenie dla rynku
Zondacrypto przez lata reklamowała się jako bezpieczna, polska alternatywa dla zagranicznych giełd. Sponsorowała kluby sportowe, drużynę narodową, zimowych olimpijczyków, festiwale. Klienci wpłacali pieniądze w przekonaniu, że to firma rozliczana w polskiej rzeczywistości prawnej. Nie była. Operowała na estońskiej licencji, jej beneficjenci są dziś poza zasięgiem polskiej prokuratury, a teraz okazuje się, że jej założyciel od co najmniej 2019 roku był w kontakcie z osobami oferującymi przemyt broni i narkotyków.
Dla polskiego inwestora to nie jest news polityczny ani sensacja kryminalna. To jest pytanie, dlaczego rejestr działalności w zakresie walut wirtualnych za 616 złotych i dwa oświadczenia wystarczał, żeby firma z takim profilem mogła latami przejmować pieniądze klientów. Ministerstwo Finansów wiedziało, że system działa jak sito.
Co to znaczy dla Ciebie
Trzy konkretne rzeczy. Pierwsza: jeśli wciąż trzymasz krypto na jakiejkolwiek giełdzie powyżej kwoty, którą jesteś gotów stracić, to jest moment, żeby przemyśleć zimny portfel. Drugi przypadek tej skali w Polsce nie jest niemożliwy, bo nadzór nadal nie istnieje. Druga: jeśli korzystałeś z zondacrypto, dokumenty TVN24 mogą być argumentem dla twojego pełnomocnika w postępowaniu odszkodowawczym, ale nie zmienią faktu, że pieniądze odzyskasz tylko przez sąd upadłościowy w Tallinie, nie przez polskie media. Trzecia: nie czekaj na ustawę MiCA i decyzję Nawrockiego. Polska ustawa nie chroniłaby klientów estońskiej spółki niezależnie od tego, kto ją podpisze.
Sprawa będzie się rozwijać. Superwizjer zapowiedział kolejne odcinki śledztwa, prokuratura w Katowicach pracuje nad 13 terabajtami danych, Estonia ma 19 dni do końca terminu na cofnięcie licencji BB Trade. Wracam do tego wątku, jak tylko pojawi się reakcja Krala albo komunikat prokuratury.
O autorze
Michał Nalewajko
Interesuję się nowymi technologiami, kryptowalutami i AI. Nie uważam, że "kiedyś to było", tylko że "kiedyś to będzie" ;) W wolnym czasie podróżuję, gram w planszówki i gry wideo.

Poprzedni
Wall Street wierzy w AI, ale Bitcoin dostał sygnał ostrzegawczy z ETF-ów

Następny
AI potrzebuje własnego adresu w internecie? Agent Community walczy o otwartą domenę .agent
Chcesz być na bieżąco? Zaobserwuj nas w
ObserwujGoogle News
Newsletter Bitcoin.pl
Najważniejsze newsy i insiderskie informacje prosto na Twój email.
Dbamy o ochronę Twoich danych. Polityka Prywatności

