bitcoin.pl logo
BTC-5.08%
Bitcoin
$63,156230 797 zł
Polityka i regulacje
2015-06-12
4 min czytania

Ustawa Bitlicense - Co z niej wynika?

Redaktor Bitcoin.pl
Bitcoin FilmFest 2026

Przyjrzyjmy się co może oznaczać wprowadzenie BitLicense dla firm, użytkowników oraz samego rynku BTC.

 

 

Przyjrzyjmy się co może oznaczać wprowadzenie BitLicense dla firm, użytkowników oraz samego rynku BTC.

 

Wprowadzenie BitLicense to wydarzenie poprzedzone dość długim okresem, w czasie którego zwolennicy oraz przedstawiciele branży krypto walut zażarcie starali się przekonać do swoich racji Nowojorski Departament Usług Finansowych (NYDFS). Za przeciwników mieli nie byle kogo – duże firmy i korporacje, które postrzegają Bitcoina jako zagrożenie dla swoich obecnych i przyszłych zysków chciały zaostrzenia przepisów jakie mają zostać wprowadzone. Była to dla nich walka o zachowanie obecnego status quo. Ale sam fakt, że NYDFS w czasie prac nad projektem proponowanych przepisów konsultował się z przedstawicielami społeczności i biznesu powiązanych z BTC możemy uznać za pozytywny.

 

Ostateczna wersja ustawy regulującej działalność branży kryptowalutowej stanu Nowy Jork została oficjalnie ogłoszona w zeszłym tygodniu. Nie oznacza to oczywiście, że w takiej formie będzie obowiązywać już zawsze, gdyż daleka jest od ideału.

 

Najmniejszą jak się wydaje przeszkodą w prowadzeniu kryptowalutowego biznesu narzucaną przez ustawę są wymagania dotyczące ochrony konsumenta. Chodzi o zamieszczanie różnego rodzaju ostrzeżeń dla klientów np. o tym, że "charakter wirtualnej waluty może prowadzić do zwiększonego ryzyka oszustwa lub atakiem cybernetycznym" (ciekawe co na to „sphishingowani” i okradzeni klienci tradycyjnych banków) oraz informacji o ryzyku kursowym. Oczywiście może to niektórych potencjalnych klientów odstraszyć, lub też wywołać efekt podobny do wprowadzenia  napisów typu „Palenie zabija” na paczkach papierosów, czyli sztuka dla sztuki.

 

Dużym problemem dla ekspansji Bitcoina może być potraktowanie startupów stawiających na rozwój i innowacje na równi z instytucjami od lat będącymi na rynku. Nowej firmie może być ciężko finansowo i organizacyjnie sprostać wszystkim wymaganiom licencyjnym jakie im się stawia. Natomiast instytucje takie jak na przykład banki czy inni operatorzy tradycyjnych płatności z oczywistych przyczyn nie są zainteresowane ewolucją tego sektora (nie wszystkie).  Efektem Bitlicense może być więc mniejsza ilość startupów a za tymi które powstaną, będzie stał duży kapitał i silne zaplecze prawne.  W skrócie oznacza to zahamowanie rozwóju infrastruktury za cenę większego bezpieczeństwa klientów.

 

Niektóre z przepisów brzmią całkiem rozsądnie i mogą dać dynamicznie rozwijającemu się rynkowi poważny impuls poprzez zwiększenie zaufania publicznego, szczególnie te które dotyczą kontroli tożsamości i przeszłości kadry pracowniczej. Nie ma też szczególnych powodów aby firmy powiązane z Bitcoinem (może poza wspomnianymi wcześniej nowatorskimi startupami), zwłaszcza te obracające pieniędzmi swoich klientów, miałyby być zwolnione z wymogów mających zastosowanie wobec firm prowadzących tradycyjne usługi finansowe.

 

Przykład MtGox pokazuje, że działalność finansowa poza wszelkimi regulacjami rodzi patologie. Oczywiście nie uchroni to ich klientów w stu procentach przed skutkami strat, bankructw, czy też zwykłych kradzieży, oszustw, ataków hackerskich itp. Jednak wymogi posiadania na przykład rezerw kapitałowych (również w kryptowalucie) znacznie zmniejszają prawdopodobieństwo utraty wszystkich środków wskutek wystąpienia takich właśnie negatywnych zjawisk. Podobnie jak kryteria posiadania odpowiednich procedur w kwestii bezpieczeństwa cybernetycznego oraz zapisu historii transakcji raczej nie zapobiegną nieprawidłowościom, ale na pewno wpłyną pozytywnie na postrzeganie takiej firmy. To duży postęp w kierunku zwiększenia zaufania i co za tym idzie ogólnej akceptacji kryptowalut.

 

Jednak po raz kolejny życie pokazuje, że nie ma nic za darmo. Ci którzy chcą korzystać z usług firm działających na terenie stanu Nowy Jork będą musieli zrezygnować z anonimowości na rzecz częściowego bezpieczeństwa swoich środków. Powodem jest obowiązkowe wprowadzenie normy KYC (Know Your Customer – poznaj swojego klienta), czyli konieczność przechowywania danych osobowych użytkowników. Oficjalnym tego celem jest przeciwdziałanie oszustwom, praniu brudnych pieniędzy i finansowaniu działalności terrorystycznej. Jak się można domyślać nie spotkało się to z poparciem w środowisku związanym z Bitcoinem.

 

Na odzew nie trzeba było długo czekać. Jeden z większych graczy działających na terenie stanu Nowy Jork – kantor wymiany cyfrowych walut ShapeShift już poinformował o zawieszeniu swoich usług i chęci ich przeniesienia do innego stanu. Jego CEO Erik Voorhees powiedział, że jedyne dane jakie byłby skłonny dostarczyć organom regulacyjnym to dane portfela, dzienniki adresów IP i informacje na temat używanych urządzeń, ale w żadnym wypadku nazwisk klientów i ich adresów.

 

Podsumowując można dojść do wniosku, że następny krok w kierunku prawnych regulacji zobowiązań firm i instytucji zajmujących się handlem i wymianą kryptowalut oraz rozwojem tego rynku został zrobiony. To czy to dobry krok w kierunku globalnej akceptacji Bitcoina i czy podmioty, które zdecydują się na działalność pod jurysdykcją NYDFS będą postrzegane jako te bardziej „pewne” i godne zaufania i zbiją na tym kapitał zweryfikuje czas.  Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że instytucja regulująca działalność na Wall Street poświęciła swój czas i zasoby kwestii krypto-walut, które traktowane są już na równi z innymi usługami finansowymi.

 

Chcesz być na bieżąco? Zaobserwuj nas w
Google News
Obserwuj

Newsletter Bitcoin.pl

Najważniejsze newsy i insiderskie informacje prosto na Twój email.

Dbamy o ochronę Twoich danych. Polityka Prywatności