Ponad 107 BTC trafiło w pięciu transakcjach na adres 1111111111111111111114oLvT2, znany jako bitcoinowy burn address.
Adres ma obecnie ponad 807 BTC salda i setki tysięcy UTXO. Nigdy nie wysłał ani jednego satoshi.
Analitycy sugerują możliwe powiązania części środków z portfelami z ery Mt. Gox, ale nie ma dowodów, że transakcje pochodzą bezpośrednio od syndyka Mt. Gox.
Nieznany użytkownik wysłał łącznie ponad 107 BTC na jeden z najbardziej znanych adresów burn w sieci Bitcoina. Środki są warte ok. 8,17 mln dolarów przy obecnej cenie BTC i najprawdopodobniej już nigdy nie wrócą do obiegu. Na razie nie ma jednak podstaw, by twierdzić, że była to celowa próba „spalenia” bitcoinów. Coraz więcej wskazuje na znacznie dziwniejszą historię starego portfela, możliwy błąd lub desperacką próbę pozbycia się środków.
107 BTC trafiło na adres burn. Co naprawdę się wydarzyło?
Sprawę jako jeden z pierwszych nagłośnił analityk on-chain Sani, założyciel TimechainIndex. Według jego wpisu ktoś nadał pięć transakcji o łącznej wartości 107 BTC na adres 1111111111111111111114oLvT2, powszechnie uznawany za tzw. burn address, czyli adres, z którego środków w praktyce nie da się już wydać. Informację opisały później m.in. Wu Blockchain i Bitcoin.com News.
Według Bitcoin.com News łączna wartość transakcji wyniosła dokładnie ok. 107,1302 BTC. Przy obecnej cenie Bitcoina w okolicach 76,3 tys. USD oznacza to równowartość ok. 8,17 mln dolarów.
To nie jest zwykły adres portfela. 1111111111111111111114oLvT2 od lat funkcjonuje w społeczności Bitcoina jako klasyczny adres burn. Mempool.space pokazuje, że jego saldo wynosi obecnie ponad 807 BTC, a liczba potwierdzonych UTXO przekracza 385 tys.
Dlaczego nie powinniśmy pisać, że ktoś „celowo spalił” 107 BTC?
Bo to jest narracja efektowna, ale zbyt daleko idąca. Na blockchainie widać adres, kwoty i transakcje. Nie widać intencji.
Wiadomo, że środki trafiły na adres burn. Nie wiadomo jednak, czy nadawca chciał symbolicznie zniszczyć bitcoiny, popełnił błąd, działał pod presją, używał źle skonfigurowanego narzędzia, próbował ukryć problematyczne środki albo robił coś, czego z zewnątrz nie da się dziś jednoznacznie odczytać.
Bitcoin.com News przywołuje analizę dewelopera mempool.space znanego jako Mononaut. Według tej analizy historia środków może sięgać finansowań z okresu Mt. Gox z lat 2013-2014. Część monet miała być z czasem wypłacana przez Kraken, a następnie pozostać w dużej mierze uśpiona przed ostatnimi depozytami i finalnym wysłaniem na adres burn. Mononaut ocenił, że może to wyglądać raczej na nieporadnego długoterminowego posiadacza, który działał pod wpływem paniki, złośliwości lub chęci uniemożliwienia zajęcia środków, niż na klasyczny błąd techniczny.
To nadal tylko hipoteza, ale istotnie zmienia ton sprawy. Zamiast prostego „ktoś spalił 107 BTC dla zabawy” mamy raczej zagadkę związaną ze starymi monetami, historią giełdową i możliwą próbą pozbycia się środków.
Wątek Mt. Gox i Kraken. Co wiadomo?
AMBCrypto, powołując się na AMLBot, podało, że część portfeli zaangażowanych w sprawę może być powiązana z historycznymi adresami odbiorczymi Mt. Gox. Według tej samej publikacji jeden z portfeli, który wcześniej otrzymał 20 BTC, miał przez lata stopniowo przenosić środki na Kraken, a 25 maja wysłać pozostałe 1,42 BTC na adres burn.
To ważny trop, ale trzeba go bardzo ostrożnie opisać. AMBCrypto podkreśla, że nie pojawiły się dowody łączące te transakcje bezpośrednio z majątkiem Mt. Gox. Mówimy więc o możliwym powiązaniu historycznym części środków, a nie o tym, że „Mt. Gox spalił bitcoiny” albo że zrobił to syndyk.
Kraken rzeczywiście był zaangażowany w proces dystrybucji środków dla wierzycieli Mt. Gox. Sama giełda informowała wcześniej, że otrzymała środki BTC i BCH od syndyka oraz przeprowadziła rundy dystrybucji dla klientów. Nie oznacza to jednak, że Kraken jest stroną tej konkretnej transakcji na burn address.
Czy środki można odzyskać?
Najprawdopodobniej nie.
Adresy burn to adresy, na które można wysłać bitcoiny, ale bez znanego klucza prywatnego nie da się później ich wydać. W pracy naukowej „Bitcoin Burn Addresses: Unveiling the Permanent Losses and Their Underlying Causes” wskazano, że burn addresses prowadzą do trwałej utraty BTC, a ich identyfikacja jest trudna, bo nie istnieje jeden oficjalny standard takiego adresu. Autorzy oszacowali również, że do listopada 2024 roku na wykrytych adresach burn trwale utracono ponad 3197 BTC.
W przypadku adresu 1111111111111111111114oLvT2 problem jest prosty: jeśli nikt nie posiada klucza prywatnego, środki są nie do ruszenia. A wszystko wskazuje na to, że właśnie o taki adres chodzi.
Najbardziej prawdopodobne scenariusze
Najbezpieczniejsza redakcyjnie wersja jest taka: doszło do nieodwracalnego wysłania 107 BTC na burn address, ale motyw pozostaje nieznany.
Możliwe scenariusze to:
Błąd użytkownika lub narzędzia. Mało prawdopodobny jako zwykła literówka, bo adres jest charakterystyczny, a transakcji było pięć. Bardziej realny byłby błąd w automatyzacji, skrypcie, procedurze wypłaty lub narzędziu do zarządzania UTXO.
Paniczna decyzja właściciela środków. Ten wariant pasuje do hipotez przywoływanych przez Mononauta: ktoś mógł chcieć szybko uniemożliwić dostęp do środków, np. w obawie przed analizą, zajęciem lub identyfikacją. To nie jest jednak potwierdzone.
Stare środki z nietypową historią. Wątek adresów z ery Mt. Gox oraz wcześniejszych transferów przez Kraken sugeruje, że nie musi chodzić o świeżego użytkownika, ale o długą, skomplikowaną historię portfela.
Celowe spalenie jako manifest. Tego scenariusza nie da się wykluczyć, ale jest on mało prawdopodobny. Obecnie nie ma żadnego komunikatu, projektu, podpisanej wiadomości ani jasnego kontekstu, który potwierdzałby, że była to świadoma demonstracja.
Ostrzeżenie dla użytkowników Bitcoina
Ta sprawa jest dobrym przypomnieniem, że Bitcoin nie wybacza błędów. Transakcji nie można cofnąć, support nie może jej anulować, a „odzyskiwanie spalonych BTC” to najczęściej narracja wykorzystywana przez oszustów.
Jeżeli środki trafiły na adres bez znanego klucza prywatnego, ich odzyskanie jest w praktyce niemożliwe. Każda osoba, która obiecuje odzyskanie bitcoinów z burn address w zamian za opłatę, zaliczkę, „podatek”, „aktywację portfela” lub dostęp do seed phrase, powinna być traktowana jako potencjalny scammer.
Przed wysłaniem większej kwoty warto zawsze sprawdzić adres na ekranie portfela sprzętowego, wykonać małą transakcję testową, nie kopiować adresów z mediów społecznościowych i uważać na malware podmieniający zawartość schowka.
To jedna z ciekawszych historii on-chain ostatnich miesięcy, ale też przykład, jak łatwo media mogą pójść w zbyt prostą narrację. Najbardziej odpowiedzialne ujęcie brzmi dziś tak: 107 BTC trafiło na burn address i najprawdopodobniej zostało trwale utracone, ale nie ma dowodów, że właściciel chciał symbolicznie „spalić” bitcoiny.
Znacznie bardziej prawdopodobne wydaje się, że za transakcjami stoi skomplikowana historia starego portfela, możliwe powiązania z adresami z czasów Mt. Gox i decyzja, której pełnego motywu możemy nigdy nie poznać.
Zafascynowałem się Bitcoinem w 2012 roku i niedługo później na swoim komputerze zacząłem kopać pierwsze BTC. Wtedy jeszcze traktując to jako zajawkę założyłem bloga na temat Bitcoina, gdzie opisywałem podstawy działania tej kryptowaluty. Kilka lat później zostałem redaktorem naczelnym portalu Bitcoin.pl. Od ponad dekady działam na styku edukacji, biznesu i innowacji, współpracując z największymi giełdami i startupami z rynku kryptowalut. Wraz z moim zespołem wprowadzam naszych odbiorców w świat cyfrowych aktywów i Web3. Kontakt w sprawie współpracy: pawel.binkowski@bitcoin.pl