fbpx

Dołącz do naszej grupy dyskusyjnej na Telegramie

Giełdy kryptowalut

Upadek Bitmarket – historia polskiego Mt.Gox po roku

Reading Time: 6 minutes Minął ponad rok od wydarzeń związanych z upadkiem Bitmarket w Polsce. Po tym czasie jeszcze raz, na chłodno, spójrzmy na wydarzenie, które zatrzęsło branżą kryptowalut […]

Reading Time: 6 minutes

Minął ponad rok od wydarzeń związanych z upadkiem Bitmarket w Polsce. Po tym czasie jeszcze raz, na chłodno, spójrzmy na wydarzenie, które zatrzęsło branżą kryptowalut w Polsce. Skupimy się na zdarzeniach, które prowadziły do tajemniczego zniknięcia, przejrzymy historię osób uwikłanych w aferę, a także sytuację poszkodowanych inwestorów. Na koniec odpowiemy sobie na pytanie, czy coś faktycznie zmieniło się od ubiegłego roku. Oto upadek Bitmarket – rok później.

Polski kocioł i kampanie przeciw kryptowalutom

Polska branża kryptowalut przyzwyczajona jest do kontrowersji. Te dostarczane są zarówno przez podmioty prywatne – giełdy, jak i organy państwowe z NBP i KNF na czele. W ciągu ostatnich kilku lat Narodowy Bank Polski wraz z Komisją Nadzoru Finansowego przypominały, że nie darzą kryptowalut zbyt wielkim zaufaniem. Wiele osób pamięta akcję “Uważaj na kryptowaluty”, w której publiczne organizacje starały się edukować Polaków o zagrożeniach związanych z korzystaniem z kryptowalut. Sławą okryta jest też Czarna Lista ostrzeżeń KNF, na którą zawitał nawet BitBay. Lista ostrzeżeń publicznych działała niejednokrotnie jak gilotyna kończąca działanie poszczególnych platform do handlowania zdecentralizowanymi aktywami. Dobrym przykładem jest tutaj giełda Abucoins, która w 2018 roku zmuszona została do zakończenia działalności z powodu biznesowych komplikacji wynikających z wpisania na listę. 

Jedno ze zdjęć umieszczonych na profilu społecznościowym kampanii NBP i KNF.

Stosunek społeczności, często negatywnie nastawionej do państwowych organizacji, przejawiał się wieloma szyderstwami skierowanymi w te „działania prewencyjne”. O ile część działań podejmowanych przez NBP i KNF wydawała się być zabawna, o tyle ostrzeżenia skierowane w część kryptowalutowych podmiotów były zasadne. W 2019 roku swoją upadłość ogłosiła giełda Coinroom, która figurowała w spisie KNF. Koniec platformy obfitował w kontrowersyjnie krótki termin wypłaty środków użytkownikom, a sporo inwestorów nie miało początkowo możliwości odzyskania środków. Niedługo potem z mapy znika Bitmarket. O tej platformie nikt jednak nie ostrzegał.

Upadek Bitmarket 

1 czerwca 2019

To właśnie wtedy na Forum Bitcoin Polska pojawił się pierwszy sygnał zwiastujący problemy giełdy Bitmarket. W swojej komunikacji platforma powołuje się na “błąd w jednym z komponentów giełdy”, który był powodem wprowadzenia przerwy technicznej. Informacja ta bardzo szybko została odebrana przez użytkowników za czerwoną flagę, która może oznaczać tylko koniec funkcjonowania giełdy. 

upadek bitmarket

Przez cały ten czas Bitmarket zapewniał swoich użytkowników o tym, że środki są bezpieczne, a wyłączenie giełdy z użytkowania jest jedynie przerwą techniczną. Faktycznie – po pewnym czasie platforma znów wróciła do sieci. To jednak nie zwiastowało końca sensacji oraz problemów. Po uruchomieniu Bitmarket uwagę użytkowników przykuła konieczność zmiany haseł, a także zablokowanie na 48h wypłat środków. W przypadku niektórych osób korzystających z giełdy, zalecano również dokonanie, często ponownej, weryfikacji poprzez przesłanie skanu dowodu tożsamości. Praktyki te rozwścieczyły znaczną część społeczności, która usilnie dopytywała Bitmarket o powody takiego działania. Giełda jednak w znaczącej części milczała lub zasłaniała się kolejnymi paragrafami ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy. Wśród użytkowników analogia nasuwała się sama:

“Obowiązkowa zmiana hasła + blokada wszystkich wypłat na czas dodatkowej weryfikacji (konto z pełną weryfikacją od 2014). Jak dla mnie to wielka czerwona flaga z napisem „EWAKUACJA”. Nie ma co ryzykować. Z MtGoxa ludzie do dzisiaj nie odzyskali ani złotówki, a giełda była w stanie ukrywać straty przez kilkanaście miesięcy właśnie dzięki opóźnianiu wypłat. Nie ma co się zastanawiać, innych giełd nie brakuje. Weryfikuję swoje konto żeby go nie zamknęli (chcę zachować historię transakcji) i się żegnam.

upadek bitmarket

8 lipca 2019

“… Szanowni Użytkownicy Z przykrością informujemy, że w skutek utraty płynności, z dniem 08.07.2019 roku, Serwis Bitmarket.pl/net został zmuszony zakończyć swoją działalność. Będziemy informować Państwa o dalszych krokach.”

Takim komunikatem Bitmarket powitał swoich użytkowników miesiąc później. Od tamtego momentu uruchomiona została spirala wydarzeń, których do dzisiaj nie jesteśmy do końca pewni. Najbardziej przejmujące są deklaracje kolejnych użytkowników o stratach opiewających na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Zaczął się Upadek Bitmarket, ale czy na pewno wtedy?

Prestiż

Upadek Bitmarket oficjalnie spowodowany został utratą płynności giełdy. Ostatnie momenty funkcjonowania platformy to przede wszystkim nienaturalne zwyższenie kursu BTC/PLN. Wieczorem, 8 lipca, giełda zablokowała dostęp do platformy, a wszystkie środki użytkowników zostały zamrożone. Wtedy też pojawił się na stronie komunikat przytoczony powyżej. 

Sam Bitmarket funkcjonował na rynku od 2014 roku i był jedną z najdłużej działających tego typu platform w polskim Internecie. Osobami kluczowymi dla historii Bitmarketu są Marcin A. oraz Tobiasz N., którzy w 2015 roku odkupili Bitmarket od ówczesnych właścicieli. W tym samym czasie powstały nowe spółki – Kvadratco Services Limited (zarejestrowana w Londynie) oraz BitMarket Limited (zarejestrowana na Seszelach). Spółki te były odpowiedzialne za funkcjonowanie giełdy. Rejestracja Bitmarketu poza granicami Polski miała między innymi umożliwić implementację mechanizmu dźwigni, która na gruncie prawa w Polsce nie byłaby możliwa. Dodatkowo, w 2018 roku w Estonii zarejestrowano spółkę GypTrade OU, która stała się właścicielem domeny oraz identyfikacji wizualnej Bitmarketu. Prezesem spółki został Marcin A. Na dwa lata przed zniknięciem giełdy, Tobiasz N. sprzedał w niej swoje udziały.

IQ

Elementem układanki była też spółka IQ Partners SA. Spółka, która przymierzała się do przejęcia Bitmarketu. Przejęła nawet kapitał zakładowy estońskiej spółki, która była właścicielem domeny. Po spełnieniu określonych warunków przez Bitmarket miało dojść do wypłacenia Marcinowi A. warrantów subskrypcyjnych na kwotę 7,5 miliona złotych. Do spełnienia tych warunków nie doszło. IQ Partners w swoim komunikacie opublikowanym na chwilę przed zamknięciem giełdy poinformowało o braku płynności Kvadratco Services oraz o niewywiązywaniu się z umowy przez Gyptrade OU. IQ Partners złożyło w tej sprawie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury.

upadek bitmarket

Niedługo po zniknięciu giełdy, swoje oświadczenie w sprawie przedstawił Marcin A. Jak przytoczył portal FX Mag:

“ (Aszkiełowicz) Sam przedstawił siebie jako opuszczonego przez wspólników, zaszczutego przez klientów giełdy człowieka na skraju wytrzymałości emocjonalnej. Prosząc poszkodowanych w wyniku upadku giełdy o cierpliwość i prawo do obrony, ujawnił również kilka kluczowych informacji. Z oświadczenia Aszkiełowicza wynika, że Bitmarket był w opłakanej sytuacji finansowej już w 2017 r., mając ponad 2300 BTC na minusie. Co więcej, twierdzi on, że już gdy wraz z Tobiaszem Niemiro przejmował giełdę w 2015 r., z jej portfeli skradziono już wówczas łącznie ponad 600 BTC. Jak nietrudno się domyślić problemy giełdy narastały wraz ze wzrostem kursu kryptowalut. Jak napisał Aszkiełowicz: „Dziesiątki rozmów z inwestorami, spotkań i pomysłów rozwoju, nie przyniosły niestety poprawy sytuacji. (…)”

Oznacza to, że giełda maskowałą swoje problemy finansowe od dobrych kilku lat. To jednak nie koniec tajemniczych wydarzeń związanych z zamknięciem giełdy. 25 lipca nad jeziorem Żbik odnaleziono ciało Tobiasza N., który miał popełnić samobójstwo. Kilka miesięcy później Marcinowi A. zostały postawione zarzuty oszustwa klientów giełdy. Oszustwa wyliczonego na 100 milionów złotych. Mniej więcej tyle wynosiły straty, które ponieśli inwestorzy w ciągu kilku lat funkcjonowania Bitmarket pod rządami Marcina A. Szczegóły utraty środków nadal nie są do końca jasne.

Damy w opałach i głodne sępy

Poszkodowani szybko zorganizowali się w społeczności osób pokrzywdzonych przez Bitmarket. Na Facebooku do dzisiaj wiszą grupy, w których znajdziemy niezliczone ilości postów pełnych goryczy, żalu i wściekłości, ale także prób znalezienia rozwiązania tej trudnej sytuacji.

W tej sytuacji bardzo szybko zareagowały również popularne branżowe osobistości i organizacje. Na spotkaniach w TJS stawiały się osoby rozpoznawalne z branżowych blogów i firm.

upadek Bitmarket

Źródło: Bithub.pl

 

W organizację pomocy prawnej zaangażowane były również, z różnym skutkiem, branżowe portale oraz organizacje. Na przód wysuwały się Polskie Stowarzyszenie Bitcoin, Izba Gospodarcza Blockchain i Nowych Technologii i Trading Jam Session.

W chaosie informacyjnym, który zawładnął społecznością, co chwilę pojawiały się nowe informacje, nowe fakty, a także nowe inicjatywy chcące jak najszybciej dopaść osoby odpowiedzialne za znikniecie środków. Od początku jednak było wiadomo, że rozwiązanie tej sprawy nie będzie tak proste. 

Upadek Bitmarket rok później

Październik 2020. Minął ponad rok od tragicznego upadku Bitmarketu. Co wydarzyło się w ciągu tego roku? Niewiele. Sprawa cały czas prowadzona jest przez prokuraturę, a osoby pokrzywdzone wzywane są na przesłuchania. Wydaje się, że sprawa od pewnego czasu tkwi w miejscu. Nikt nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić, co tak naprawdę wydarzyło się w sprawie Bitmarketu. 

upadek bitmarket

Ustały już rozmowy oraz gwałtowne i emocjonalne spotkania, w które angażują się nazwiska. Sprawa Bitmarketu pozostawiła po sobie wielki ślad na ciele polskiego środowiska kryptowalutowego. Możemy śmiać się z inicjatyw organizowanych przez KNF i NBP. Czesto faktycznie potrafią one przyprawić o zawrót głowy. Jednak to właśnie w tej dzikiej, wolnej i nieuregulowanej branży dochodzi co roku do wielomilionowych oszustw, w których oszczędności życia tracą zwykli ludzie.

Ktoś mógłby powiedzieć, że tragedia ta spotkała ludzi na ich własną odpowiedzialność. W końcu nie dbali o bezpieczeństwo, bo trzymali pieniądze na giełdzie. Z drugiej jednak strony jest to wina braku regulacji, które mogłyby skutecznie chronić inwestorów, a także kontrolować działanie giełd. Pokłosiem tego podejścia, które funkcjonowało w naszym kraju przez ładnych parę lat, jest ostatni materiał TVN o Sylwestrze Suszku i giełdzie Bitbay. Poruszane tam kontrowersyjne tematy dotyczące przeszłości platformy mogłyby mrozić krew w żyłach, gdyby okazały się prawdziwe. I nie chodzi o to, czy one prawdziwe są – bo tak naprawdę nie o to w tym wszystkim chodzi. Najbardziej przeraża to, że już wiemy, że mogłyby być, bo afera Bitmarket uczy nas, że w słabo monitorowanej branży kryptowalut wszystko jest możliwe.

Newsletter

Więcej niż bitcoin i kryptowaluty. Najważniejsze newsy i insiderskie informacje prosto na Twój email.

Dbamy o ochronę Twoich danych. Przeczytaj naszą politykę prywatności.