bitcoin.pl logo
BTCN/A
Bitcoin
$63,966.47233 599 zł
Dla wnikliwych
2024-09-13
5 min czytania

Jakimi pieniędzmi dysponują polskie partie polityczne? Czy finansowanie ich z budżetu ma sens?

Jacek Walewski
Jacek WalewskiRedaktor Bitcoin.pl
partie polityczne
Futures03.25-PL_Images_728x90_04_v1b
System demokratyczny nie jest tani w utrzymaniu. Finansujemy z budżetu m.in. partie polityczne. Jakimi więc budżetami dysponują?

Polskie partie polityczne a sprawa kasy

Najpierw zastanówmy się, czy utrzymywanie partii z budżetu ma w ogóle sens. Oczywiście, wiele osób uważa, że tak, bowiem może to zmniejszać wpływy lobbystów. Do dziś powtarzane są opowieści o tym, jak to tajemniczy biznesmeni wręczali prominentnym politykom sterty banknotów w reklamówkach. I tak mieli finansować ugrupowania polityczne. Zapewne nie za darmo.
Powyższy argument ma ręce i nogi. Pytanie, czy w tle polskiej polityki i tak nie działają lobbyści. To jednak temat na inny tekst. O jakich jednak środkach mówimy w kontekście finansowania partii?
Polskie ugrupowania są finansowane z budżetu od 2001 roku. Do otrzymania subwencji uprawnione są te partie, których członkowie dostaną się do Sejmu lub Senatu lub przekroczyły w wyborach próg 3%. Otrzymują też zwrot wydatków z kampanii w formie dotacji.
By otrzymać finansowanie, partie muszą przedłożyć Państwowej Komisji Wyborczej:
  • sprawozdania wyborcze (z finansowania wyborów),
  • sprawozdania finansowe (coroczne finansowanie działalności).
Mogą utracić subwencję w poniższych przypadkach:
  • w przypadku prowadzenia przez partię polityczną działalności gospodarczej,
  • w momencie gromadzenia środków finansowych poza rachunkiem bankowym,
  • jeżeli przyjmują środki ze źródeł niedozwolonych (np. w tym od cudzoziemców),
  • w przypadku finansowania kampanii wyborczej z pominięciem Funduszu Wyborczego oraz gromadzenia środków Funduszu poza specjalnie do tego przeznaczonym rachunkiem bankowym.
Obecnie na utratę subwencji narażone jest Prawo i Sprawiedliwość (PiS). Kilka lat temu finansowanie utraciła Nowoczesna.
O jakich środkach jednak mowa? Poniższa tabelka z Wikipedii pokazuje rząd wielkości:
W tym cyklu politycznym partie mają dostać z budżetu ponad 84 miliony złotych (zakładam tu jeszcze środki dla PiS). To rekordowa kwota. Wynika to z faktu, że w 2023 r. Polacy tłumnie poszli do lokali wyborczych (frekwencja - ponad 73%).
I tak np. partia Jarosława Kaczyńskiego miała dostać od podatników co roku 25,9 mln zł (może się to nie udać). Koalicja Obywatelska będzie otrzymywać niewiele mniej - 25 mln zł. Warto jednak pamiętać, że to, jak sama nazwa wskazuje, koalicja. Platforma Obywatelska ma dostawać aż 95% tej kwoty. Pozostałe 5% zostanie rozdysponowane pomiędzy Nowoczesną, Inicjatywę Polską i Zielonych.
Kolejna koalicja - Trzecia Droga - będzie otrzymywać rocznie 15 mln zł, Nowa Lewica - 9,8 mln zł, a Konfederacja - 8,4 mln zł.

Po co partiom pieniądze?

Z jakiego jednak powodu jako podatnicy godzimy się na finansowanie partii politycznych z naszych podatków? Podałem już argument, który jest podawany najczęściej. Teoretycznie utrudnia to działania lobbystów (zwłaszcza tych nielegalnych), bowiem politycy mają mniejszą pokusę, by sięgać po pieniądze od tychże.
Czy jednak w praktyce nie dochodzi do nieprawidłowości? Zapewne różnie z tym bywa...
Do tego finansowanie partii z budżetu powoduje, że nowym graczom politycznym ciężej jest się utrzymać na scenie albo w ogóle na niej zaistnieć. W efekcie w Polsce doszło do pewnego zabetonowania: mamy dwie główne siły - Platformę Obywatelską oraz Prawo i Sprawiedliwość - i "trzecie partie". Te ostatnie to najczęściej "ugrupowania buntu". W rozdaniu z 2023 r. tymi są Konfederacja i Trzecia Droga (jako alternatywa dla Platformy). Do tego dochodzi Nowa Lewica.
Oczywiście, w Polsce nadal nie mamy do czynienia z sytuacją z USA, gdzie dominują tylko dwie partie (choć w praktyce to szerokie środowiska polityczne, które zrzeszają np. jednocześnie lewicową Alexandrię Ocasio-Cortez i centrowego Joe Bidena). Można jednak odnieść wrażenie, że w tym kierunku idziemy (stąd zamienienie Platformy Obywatelskiej w Koalicję Obywatelską, a Prawa i Sprawiedliwości w Zjednoczoną Prawicę).
Skończmy jednak tę dygresję. Na co partie wydają środki z budżetu? Na cele statutowe. W praktyce chodzi o opłacanie biur partyjnych w regionach, organizację spotkań z wyborcami czy marketing. I przede wszystkim na kampanie wyborcze.

Chcesz mieć swoją partię? Potrzebujesz 20 mln zł!

Tu dochodzimy do najważniejszego, czegoś co łączy wszystkie powyższe punkty. Partie polityczne finansują ze środków z budżetu swoje kampanie wyborcze. To dodatkowo utrudnia wejście na polityczny rynek nowych ugrupowań. Nie mówiąc już o walce o władze ruchów politycznych, które nie są partiami (nie przysługuje im subwencja).
O jakich kwotach zaś mówimy, gdy mowa o kampanii wyborczej? Krzysztof Łapiński, były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy, w podcaście Wprost powiedział, że koszt pojedynczej kampanii PiS wynosi z reguły ok. 20 mln zł.
Widać więc, po co partiom tak duże subwencje. Sprawę utrudnia to, że pojedynczy wyborca nie może wpłacić na konto ugrupowania, które chce wesprzeć, więcej niż zakładają przepisy. Obecnie to nieco ponad 60 000 zł.

Najbogatsi posłowie

Skoro o pieniądzach mowa, warto wskazać, w których ugrupowaniach są najzamożniejsi posłowie.
Najbogatszym posłem w Polsce jest dziś Artur Łącki (KO). Ma pokaźne oszczędności: 763 987,16 zł, 61 041,54 EUR i 2,54 USD. Do tego dochodzą papiery wartościowe: obligacje skarbowe, wierzytelności i akcje o łącznej wartości ponad 3,9 mln zł i 600 tys. euro. Do tego posiada dom o powierzchni 350 mkw. który jest warty 2,5 mln zł (współwłasność małżeńska), dom o powierzchni 250 mkw., którego wartość poseł oszacował na 1,5 mln zł i cztery mieszkania (też współwłasność małżeńska), które są warte w sumie 1 mln 110 tys. EUR. Ma też gospodarstwo rolne (75 tys. zł).
W jego garażu stoi też flota drogich samochodów. Są to: Mercedes EQC z 2020 r., Land Rover Range Rover z 2019 r., Jeep Grand Cheroke z 2016 r., BMW 4 Cabrio z 2014 r., Infiniti Q50 z 2015 r. oraz Mercedes E z 2015 r. Z kolei w sejfie musi trzymać swoje drogie zegarki: IWC, Rolex, Rado, Hublot oraz Geneve.
Oprócz majątku "wisi" jednak na nim kredyt inwestycyjny na 411 107,98 EUR i kredyt mieszkaniowy w wysokości 105 682,19 zł, dwie pożyczki inwestycyjne na łączną kwotę 1 100 172 zł oraz zobowiązania wobec gmin o wartości 237 594,77 zł.
Za jednego z najbogatszych posłów może uchodzić Sławomir Mentzen, który też jest milionerem (więcej na temat jego majątku przeczytasz wkrótce na naszej stronie w ramach naszego cyklu o tym, w co inwestują politycy).
Do ubogich nie należy Mateusz Morawiecki. O jego majątku przeczytasz w artykule, jaki pojawił się już na bitcoin.pl.

Pieniądze w polityce

Pieniądze są nieodłączną częścią polityki. Warto jednak zauważyć, że obecny system finansowania partii, jaki obowiązuje w Polsce, może wymagać pewnej zmiany. Pytanie, czy dobrym pomysłem nie byłoby zmniejszenie finansowania z budżetu, a zwiększenie możliwości wpłacania na rzecz ugrupowań ze strony wyborców. Niestety reforma taka nie jest na rękę mainstreamowym partiom, więc wątpliwe, by udało się ją przeforsować.

O autorze

Jacek Walewski
Jacek Walewski

Na rynku kryptowalut od 2013 r. Współorganizowałem pierwsze w Polsce konsultacje społeczne w Sejmie dotyczące technologii blockchain, a także Polski Kongres Bitcoin, w ramach którego wystąpił Andreas Antonopoulos. Współpracowałem z posłami na Sejm RP, w celu przygotowania interpelacji na temat takich kwestii jak: kryptowaluty, CBDC czy technologia blockchain. Interesuje się historią, ekonomią, polityką i oczywiście technologią blockchain.

Chcesz być na bieżąco? Zaobserwuj nas w
Google News
Obserwuj

Newsletter Bitcoin.pl

Najważniejsze newsy i insiderskie informacje prosto na Twój email.

Dbamy o ochronę Twoich danych. Polityka Prywatności