za
iran

Iran vs. USA: prawdziwe powody konfliktu

European Halving Party 2024

Od tygodnia wszystkie media żyją tym, co ma miejsce na Bliskim Wschodzie. Niewiele portali zwraca jednak uwagę na to, jakie mogą być prawdziwe powody konfliktu na linii USA-Iran. W tym tekście zastanowimy się, co naprawdę leży u podstaw potencjalnej nowej wojny.

Pieniądz rządzi światem

Odkąd Fenicjanie wynaleźli pieniądze, na świecie nie ma nic na darmo – głosi słynne przysłowie. I niestety to prawda. Wszystkie też wojny w historii ludzkości były powodowane walką o szeroko pojęte zasoby (może poza mityczną wojną trojańską, która w iście romantyczny sposób wybuchła o ukochaną). Pęczniejące imperia połykały inne mniejsze kraje, by te płaciły im kontrybucje czy lenna. Dowódcy rzymskich legionów mieli pierwszeństwo w podziale łupów i zdobywaniu kolonii. W średniowieczu władcy walczyli ze swoimi sąsiadami o to, by ich sobie podporządkować i tak wymusić płacenie sobie lenna.

Sytuacja nie zmieniała się przez wieki. Wymieniano tylko dekoracje. Wystarczy spojrzeć na fenomen Stanów Zjednoczonych. Te oparły swoją potęgę na dolarze. Nie wymuszały w bandycki sposób na swoich podległych sojusznikach opłat. Nie, wystarczyło, by “satelici” korzystali z dolarów. Na tym oparty był słynny Plan Marshalla i popieranie dynastii Saudów na Bliskim Wschodzie. Saudowie zyskali poparcie USA, ale w zamian mieli handlować ropą naftową tylko i wyłącznie za amerykańską walutę.

Potęga dolara

I w tym momencie zbliżamy się już do powodów tego, co od wielu lat ma miejsce na Bliskim Wschodzie. Stany Zjednoczone potrzebują, by ich dolar był silny albo po prostu był na niego zbyt. To pozwala temu mocarstwu na dodruk waluty bez ryzyka popadnięcia w kryzys na skalę tego, który dopadł to mocarstwo blisko 100 lat temu.

Dolar i tak traci na wartości, ale w taki sposób, że jest to na rękę USA. Odbiorcy USD kupują za nie amerykańskie produkty, napędzają amerykańską gospodarkę i niejako w ten sposób płacą swoją opłatę lenną. Gdyby jednak popyt na dolary spadł, Wall Street, Kongres i Biały Dom miałyby niemały problem.

Irak się buntuje

Przypomnijmy sobie najpierw sytuację związaną z Irakiem. Wojna z tym krajem wybuchła po ataku na World Trade Center w 2001. Rok wcześniej, w 2000 r., wydarzyło się jednak coś znacznie ciekawszego. Saddam Hussein, irański dyktator, chciał przestać przyjmować dolary w zamian za ropę. Jeśli udałoby się mu to zrealizować, zapewne w jego ślad mogłyby pójść i inne kraje. A to już podważyłoby pozycję giganta – USA.

Irak myślał o handlu za pomocą euro, jenów czy dinara. Taki krok umocniłby Unię Europejską i zapewne Japonię. Może zresztą Bliski Wschód w ogóle wybiłby się na niezależność w obszarze monetarnym. Na rynku pozostałoby więc sporo “zielonych”, których nikt by teraz nie chciał. Inflacja w USA murowana!

Administracja George W. Busha nie zdecydowała się więc na wojnę z Irakiem, by zemścić się za World Trade Center (zresztą był to tylko pretekst do konfliktu potrzebny dla zwykłych obywateli, którzy nie muszą rozumieć meandrów polityki i gospodarki) czy nawet przejąć pola naftowe, którymi zarządzał Irak. Nie, chodziło o obronę dolara.

Zresztą dziś mało który kraj idzie na wojnę dla niej samej. To właśnie nadmierny wysiłek militarny i konieczność utrzymania rozbudowanej administracji oraz armii prowadzi do upadku imperiów. Wystarczy ponownie przypomnieć sobie losy Cesarstwa Rzymskiego, które musiało wręcz psuć swoją monetę, by opłacić legionistów, którzy strzegli jego granic przed barbarzyńcami. Z podobnego powodu Europa (zwłaszcza Wielka Brytania) wypadła po II wojnie światowej z 1. ligi regionów, które rządzą światem. Zjednoczone Królestwo zadłużyło się ponad miarę, podobnie jak III Rzesza, co pozwoliło USA przejąć pałeczkę.

Elity USA potrafią, jak widać, wyciągać wnioski z błędów poprzedników. Muszą bronić swoich interesów ekonomicznych, zaś wojnę traktują jako ostatni krok, na jaki można się zdecydować.

Iran uderza w USA

W tym momencie dochodzimy do Iran, który to zmontował istną broń „jądrową”, która może wysadzić w powietrze potęgę dolara. Tą bronią jest oczywiście słynna Irańska Giełda Naftowa. Jej inaugurację wielokrotnie przekładano. Ostatecznie rozpoczęła działalność 17 lutego 2008 roku.

Mechanizm giełdy docelowo jest zabójczy dla USA. Iran rozlicza bowiem transakcje dot. ropy w… euro. Co to oznacza w praktyce? Otóż, każdy, kto chce kupić ropę od Iranu, musi nabyć najpierw euro.

Korzystają na tym np. Europejczycy, którzy nie muszą już skupować dolarów, by nabywać ropę. Z kolei Chińczycy i Japończycy także mogą częściowo usamodzielnić się od dolara. Mało tego, eksperci Saxo Banku sugerują, że już w tym roku Azja także pomyśli o emisji swojej wspólnej waluty, która pomoże odłączyć się choćby częściowo od dolarowego imperium. Nie wspominając o planach dot. eco, waluty Afryki, która ma mieć oparcie – ponownie! – w euro. Sytuacja uszczęśliwia też Rosję, która lubi uderzać w USA, które to traktuje jako głównego konkurenta na globie. Z kolei kraje arabskie eksportujące ropę chętnie chętnie przyjmują euro jako środek dywersyfikacji.

Mało tego, już dwa lata temu Iran zapowiedział, że wszystkie zagraniczne transakcje przeprowadzać będzie w euro, co był dodatkowym policzkiem dla USA.

Upadek giganta?

Dwie największe giełdy naftowe to nowojorski NYMEX i londyńska Międzynarodowa Giełda Ropy Naftowej (International Petroleum Exchange – IPE). Obie są w praktyce w rękach USA, zaś Brytyjczycy, gdy za jakiś czas zobaczą problemy Amerykanów, zapewne wcześniej czy później zmienią front,  by nie mieć problemów gospodarczych (zwłaszcza po brexicie). Irańska Giełda Naftowa może więc wcześniej czy później okazać się bardzo groźnym rywalem dla NYMEX i IPE.

Implikacje powyższych faktów mogą okazać się bardzo mocnym ciosem dla USA. Zwłaszcza zaś dla administracji Donalda Trumpa, który w tym roku stara się o reelekcję. Wzmocnienie konkurencji dla NYMEX z pewnością nie przysporzy mu poparcia lobby naftowego w USA. Kampania prezydencka zaś kosztuje i to bardzo dużo. W polityce wygrywa zaś ten, kto ma większe środki na marketing (zdarzają się wyjątki, ale wątpliwe, by ego Trumpa pozwoliło mu na takie ryzyko).

Czy więc w Iranie dojdzie do otwartych działań zbrojnych z udziałem amerykańskich chłopców? Mimo studzących opinii ekspertów i analityków ds. bliskowschodnich, jest to realne. Zamach na generała Kasema Sulejmaniego, który miał miejsce w miniony czwartek, był na razie tylko ostrzeżeniem i żółtą kartką dla Teheranu. Jeśli jednak Iran nie posłucha ostrzeżenia, może się spodziewać bardziej zdecydowanych działań.

Jest jednak i inny scenariusz. USA nie zaatakują, zaś Irańska Giełda Naftowa będzie rosła w siłę. W efekcie oberwie dolar, a ten jest fundamentem potęgi Stanów Zjednoczonych. Czy więc wkrótce świat czeka zmiana hegemona?

Bitcoina i inne kryptowaluty kupisz w prosty i bezpieczny sposób na giełdzie zondacrypto.

Tagi
Autor

Na rynku kryptowalut od 2013 r. Współorganizowałem pierwsze w Polsce konsultacje społeczne w Sejmie dotyczące technologii blockchain, a także Polski Kongres Bitcoin, w ramach którego wystąpił Andreas Antonopoulos. Współpracowałem z posłami na Sejm RP, w celu przygotowania interpelacji na temat takich kwestii jak: kryptowaluty, CBDC czy technologia blockchain. Interesuje się historią, ekonomią, polityką i oczywiście technologią blockchain.

Newsletter Bitcoin.pl

Więcej niż bitcoin i kryptowaluty. Najważniejsze newsy i insiderskie informacje prosto na Twój email.

Dbamy o ochronę Twoich danych. Przeczytaj naszą Politykę Prywatności