Giełda Cryptsy oficjalnie przyznaje się, że padła ofiara włamania

2016-01-16 Bezpieczeństwo

Problemy z popularną giełdą altcoinów Cryptsy to częsty temat poruszany wśród społeczności skupionej wokół kryptowalut już od kilku miesięcy. Od dłuższego czasu […]

Problemy z popularną giełdą altcoinów Cryptsy to częsty temat poruszany wśród społeczności skupionej wokół kryptowalut już od kilku miesięcy. Od dłuższego czasu użytkownicy giełdy zgłaszali problemy z wypłatami w tej czy innej walucie, co najczęściej tłumaczono problemami technicznymi z portfelem.

 

 

Problemy z popularną giełdą altcoinów Cryptsy to częsty temat poruszany wśród społeczności skupionej wokół kryptowalut już od kilku miesięcy. Od dłuższego czasu użytkownicy giełdy zgłaszali problemy z wypłatami w tej czy innej walucie, co najczęściej tłumaczono problemami technicznymi z portfelem.

 

W przypadku niszowych, często słabo zarządzanych altcoinów nikogo to specjalnie nie dziwiło. Z wolna jednak problemy z wypłatami zaczęły się pogłębiać i objęły Bitcoina i najpopularniejsze alty. Doświadczeni użytkownicy zaczęli wyprowadzać fundusze z giełdy poprzez te monety, które jeszcze można było wypłacać, często wymagało to setek małych wypłat, bo duże nie były realizowane. Zazwyczaj oznaczało to wyjście ze stratą, bo „działające” monety były na tej giełdzie znacznie droższe, niż gdzie indziej.

W końcu trup wypadł z szafy. Na swoim blogu giełda Cryptsy ogłosiła w piątek, że została okradziona… 29 lipca 2014 roku, czyli półtora roku temu. Łupem złodzieja padło 13 000 BTC i 300 000 LTC. Giełda ukryła ten fakt przed użytkownikami, licząc na to, że pokryje straty z prowizji z handlu. Początkowo szło nawet nienajgorzej, ale spadający kurs Bitcoina oraz mocno nieprzychylny artykuł na portalu CoinFire, oskarżający Cryptsy o ukrywanie toczącego się przeciwko giełdzie śledztwa spowodowały, że realizowanie bieżących wypłat stało się niemożliwe.

Jak doszło do włamania? Według właściciela giełdy złodziejem jest developer niezbyt popularnego altcoina o nazwie Lucky7Coin. Jak to często bywa, moneta została porzucona przez twórcę, ale znalazł się programista, który zapowiedział przejęcie kodu i kontynuację prac. Nawiązał kontakt z giełdą i zaproponował pobranie kodu nowego portfela z GitHuba, informując jednocześnie, że zmienił sieć IRC używaną przez węzły do odszukiwania się w sieci (kiedyś z tego sposobu korzystał również Bitcoin). Niestety giełda nie przeprowadziła audytu nowego kodu, tymczasem autor umieścił w nim trojana, przy pomocy którego mógł z wolna penetrować system informatyczny Cryptsy. Po dwóch miesiącach rozpoznania złodziej uderzył skutecznie.

Cryptsy jest więc niewypłacalna. Właściciel giełdy nie do końca się jeszcze poddał. Okazuje się, że skradzione bitcoiny wciąż znajdują się pod adresem, pod jaki przelał je przestępca. Giełda wyznaczyła 1000 BTC nagrody za pomoc w ustaleniu jego tożsamości, z drugiej zaś strony zaproponowała sprawcy ugodę polegającą na tym, że o ile zwróci pieniądze na wskazany adres, Cryptsy wycofa nagrodę i zaprzestanie jego ścigania. W zależności od przyszłych wydarzeń na blogu Cryptsy zarysowano trzy możliwe scenariusze. Najmniej prawdopodobny wydaje się zwrot pieniędzy przez złodzieja, chociaż pod presją nagrody może się poczuć zagrożony. Wtedy giełda wraca do działania i uruchamia wszystkie zaległe wypłaty. Druga możliwość to wykupienie giełdy przez jakiegoś inwestora, który zobowiąże się pokryć straty użytkownikom. Trzecia wreszcie, niestety najbardziej prawdopodobna wersja, to proces upadłościowy podobny do tego jaki toczy się wobec MtGox.

 

Fotografia na licencji Creative Commons: Flickr.com

Tagi
bezpieczeństwo bitcoin btc Cryptsy giełda włamanie

Newsletter

Najważniejsze newsy i insiderskie informacje prosto na Twój email.

>

Dbamy o ochronę Twoich danych. Przeczytaj naszą Politykę Prywatności.

bitbay rejestracja na gieldzie gielda geco one
rozlicz kryptowaluty

Redakcja Bitcoin.pl ostrzega:
Uważaj na oszustów. Dbaj o bezpieczeństwo.