Dla wnikliwych

Euro – kolos na glinianych nogach. Część 3

W poprzedniej części skończyliśmy naszą opowieść na tym, jak prezydent Nixon na dobrą sprawę zlikwidował system z Bretton Woods. Tę […]

Data publikacji: 17 lipca 2020

bitbay

W poprzedniej części skończyliśmy naszą opowieść na tym, jak prezydent Nixon na dobrą sprawę zlikwidował system z Bretton Woods. Tę część zaczniemy od cofnięcia się w czasie o kilka lat.

Walka o Europę

Historia Europy to tak naprawdę opowieść o rywalizacji ze sobą kontynentalnych mocarstw. Zwłaszcza często za przysłowiowe łby brali się tutaj Niemcy i Francuzi. Okazało się jednak, że to te dwa kraje miały stać się fundamentem pod budowę Unii Europejskiej., a tym samym emisję euro. Po kolei jednak…

Tematem tego cyklu nie jest co prawda analiza tego, dlaczego państwa w Europie zawiązały Unię, ale omówienie tego tematu jest ważne przed wyruszeniem w dalszą podróż.

Zacznijmy od tego, że Unia Europejska (na potrzeby tych rozważań nazywajmy tak także niejako jej poprzednie inkarnacje: Europejską Wspólnotę Węgla i Stali oraz Europejską Wspólnotę Gospodarczą – mamy nadzieję, że czytelnik wybaczy nam to uproszczenie) była potrzebna Stanom Zjednoczonym. Po II wojnie światowej po drugiej stronie kontynentu istniał bowiem Związek Radziecki. Ten stanowił zagrożenie do dominacji USA na całym globie. Niczym w rozgrywce szachowej Amerykanie musieli mieć w Europie jakąś mocną figurę, która uniemożliwiałaby ZSRR nazbyt intensywne ruchy w Azji. Tym samym integracja europejska była Waszyngtonowi na rękę. Tym bardziej, że dostrzegli oni w Starym Kontynencie rynek dla swoich towarów (swoją drogą należy to uznać za paradoks i chichot historii, bowiem amerykańskie kolonie był przecież początkowo eksploatowane właśnie przez Europejczyków). Sytuację scementował do tego system z Bretton Woods.

Problem pojawił się w momencie, gdy cała sytuacja zaczęła mniej podobać się Europejczykom. Przeciwko Amerykanom spiskować zaczął zwłaszcza prezydent Francji Charles de Gaulle. Do swojej gry potrzebował Niemców, ale ci bynajmniej nie garnęli się do aliansu.

Zaskakująca propozycja

Kanclerz Ludwig Erhard, który objął urząd pod koniec 1963 r., nie darzył de Gaulle’a sympatią do tego stopnia, że porównał go kiedyś do… samego Adolfa Hitlera. Mimo tego jako pierwszą stolicę, jaką postanowił odwiedzić, gdy stanął na czele niemieckiego rządu (chodzi o rząd RFN – przypomnijmy, że mówimy o okresie, gdy Niemcy były podzielona na dwa państwa: RFN i proradzieckie NRD), obrał Paryż. Okazało się, że na tym nie skończyły się zaskoczenia.

Po pierwsze Erhard zapewniał Francuzów o „wielkiej przyjaźni, jaka jest między dwoma narodami i ich przywódcami”. Francuscy politycy odwdzięczyli się tym samym. Potem było jeszcze dziwniej. Pół roku później de Gaulle wysłał bowiem do Bonn, stolicy RFN, swojego ministra finansów, Valery’ego Giscarda d’Estainga, który przywiózł ze sobą propozycję zawarcia między dwoma graniczącymi ze sobą krajami unii walutowej. Pamiętajmy, że było to w 1964 r., gdy system z Bretton Woods nadal obowiązywał, a dolar trzymał się jeszcze w miarę mocno.

Oczywiście propozycja została odrzucona. Zresztą ponoć sam prezydent Francji nie wierzył, że plan od razu zacznie być realizowany. Mało tego, sam de Gaulle był krytyczny względem pomysłów integracji Europy, bowiem wyczuwał w tym projekt, który powstał w Waszyngtonie. Podobno powiedział nawet kiedyś, że zgodziłby się na jego realizację tylko i wyłącznie wtedy, gdyby europejska unia była „zaprzęgiem”, w którym Niemcy są „końmi”, a „woźnicą” jego ojczyzna. Dlaczego więc wyszedł z pomysłem wspólnej waluty? Początkowo planował tylko wciągnąć Niemców do swojej gry i zacząć straszyć USA. RFN nie zamierzało też w jakikolwiek sposób tak mocno łączyć swojej gospodarki z francuską. Sam Erhard wiedział też, że Francuz chce wbić klin między Bonn a Waszyngton.

Jak to określił Janis Warufakis, grecki ekonomista i minister finansów, wtedy to jednak „idea euro rozbłysła na niebie Europy”, ale – jak trzeba uczciwie dodać – szybko zgasła.

Zastąpmy czymś dolara

De Gaulle był bohaterem wojennym, stał na czele rządu Francji na wychodźstwie, gdy tą w czasie II wojny światowej podporządkowali sobie Niemcy. Jako polityk był nieprzejednany i podejrzliwy. Mógł nie darzyć Amerykanów i Anglików sympatią z powodu tego, że nie pozwolono mu wejść w skład „Wielkiej Trójki” i zamienić ją w „Czwórkę”. O losach powojennego świata decydowali wtedy przywódcy Wielkiej Brytanii, USA i ZSRR.

Nie był jednocześnie człowiekiem, który się poddawał. Po II wojnie światowej, mimo że mógł uchodzić za bohatera, został odsunięty od władzy. Już jednak pod koniec lat 50. został prezydentem kraju. Teraz też nie dał za wygraną.

4 stycznia 1965 r. zwołał konferencję prasową. Na niej stwierdził, że zamierza przywrócić Francji wielkość, ale jednocześnie atakował system z Bretton Woods i dolara. Zaapelował o utworzenie nowej światowej waluty.

Czym jednak miała być nowa waluta? Odpowiedź ucieszyłaby za pewne wielu fanów BTC. Chciał bowiem de facto przywrócić dominację kruszcu.

„Uważamy zatem za konieczne, by oprzeć wymianę międzynarodową (…) na niepodważalnej bazie monetarnej, która przede wszystkim nie nosi znamion żadnego konkretnego kraju. Jaka to baza? (…) Złoto, którego natura nie podlega zmianie (…), które nie ma narodowości, które od zawsze i powszechnie uchodzi za nośnik wartości niezmiennej i fiducjarnej w pełnym tego słowa znaczeniu”

– grzmiał prezydent Francji. Zapewne znany fan kruszcu Peter Schiff nie powiedziałby tego lepiej!

Dlaczego jednak de Gaulle tak nienawidził dolara? Wspomnieliśmy już o jego osobistym urazie i kompleksie związanym z tym, że nie zasiadł on w Jałcie przy jednym stole ze Stalinem, Winstonem Churchillem i Franklinem D. Rooseveltem. Tyle że trudno tego polityka podejrzewać o taką małostkowość. W końcu dla realizacji swojej polityki gotów był z serdecznością – na pewno udawaną! – obejmować się z kanclerzem Niemiec, który wcześniej porównał go do Hitlera.

Chodziło o coś innego. Pod koniec II wojny światowej, gdy było już jasne, że tą Niemcy przegrają, rozpoczęto dyskusje o tym, jak będzie wyglądał ład po konflikcie. Początkowo chciano niejako powtórzyć schemat z I wojny światowej. Wtedy Niemcy chciano złamał wysokimi kontrybucjami wojennymi, w połowie lat 40. powstała koncepcja, by zrobić z byłej III Rzeszy kraj „rolniczy i pasterski”. Innymi słowy, chciano zniszczyć tamtejszy przemysł. To z kolei byłoby szansą dla Francji. Ta pozbyłaby się na kontynencie odwiecznego wroga.

Alianci jednak szybko odeszli od pierwotnego pomysłu. Może temu, że Wielka Brytania bała się zbytniego wzrostu potęgi Francji? A może uznano, że silne Niemcy będą lepszą przeciwwagą dla ZSRR? A zapewne to i to. Przede wszystkim jednak system dolarowy z silnymi Niemcami był śmiertelnym zagrożeniem dla Paryża.

Jako patriota i polityk wybiegający myślami daleko w przyszłość, de Gaulle’a wiedział, że musi działać. Skoro nie udało się docelowo pokonać Niemców za pomocą wojny, może trzeba tego było dokonać wciągając ich w gospodarczą zasadzę?

CDN.

geco-one-bitcoin-trading

rozliczanie kryptowalut rozlicz kryptowaluty

Satsback bitcoin cashback

Black Friday Promotion