
"Obyś żył w ciekawych czasach" - to powiedzenie, które brzmi jak wyświechtane przekleństwo. Tyle że teraz nadeszły "ciekawe" czasy. Za naszą wschodnią granicą trwa pełnoskalowy zbrojny konflikt. Czy grozi nam wojna? Tak, możliwe, że Polska też stanie się teatrem geopolitycznych zmagań. USA przygotowują się do wojny z Chinami. A to może chcieć wykorzystać Rosja.
Powrót do świata, który zniknął
Gdyby jeszcze 4 lata temu ktoś powiedział ci, że polskie media i eksperci będą niemal codziennie zastanawiać się, jak przygotować nasz kraj do wojny z Rosją, zapewne zareagowałbyś na takie czarnowidztwo tylko pobłażliwym uśmiechem i polecił autorom tych wizji rozpoczęcie kariery pisarskiej. Oczywiście na rynku powieści political-fiction. Dziś to jednak nasza codzienność.
Po kolei jednak. Sytuacja na arenie międzynarodowej zmieniła się tak naprawdę nie w dniu ataku Rosji na Ukrainę. Stało się to już wiele lat temu. Po kryzysie finansowym w 2008 r. USA zaczęły słabnąć. Z kolei Chiny - rosnąć w siłę. Świat Wschodu, nieszczególnie dotknięty wspomnianym kryzysem, zaczął dojrzewać do obalenia hegemonii Zachodu. Pekin zrozumiał, że to jego obywatele i elity powinny czerpać korzyści z globalizacji. W praktyce - zarabiać na marżach, a nie na samej produkcji i - trochę jednak niedocenianej na Zachodzie - pracy fizycznej.
Chodzi o to, że od lat Zachód nauczył się żyć i zarabiać dzięki marży. Zyski generowano nie tyle dzięki produkcji, bo ta przeniosła się do m.in Chin, ale za pomocą pośrednictwa i nakładaniu na sprzedaż wyprodukowanych w Azji towarów wspomnianej marży. Taka sytuacja jest idealna dla Zachodu, ale nie do przyjęcia dla Wschodu.
Pod rządami Xi Jinpinga Chiny zaczęły przygotowywać się jednak do przewrócenia geopolitycznego stolika. W 2013 r. ogłoszono inicjatywę Pasa i Szlaku, czyli wielki infrastrukturalny projekt sieci autostrad i kolei. W praktyce ma zmienić to, jak działa gospodarka. A dokładnie to, jak wygląda przepływ dóbr. Te nie miałyby w wizji Xi być już transportowane drogami morskimi, ale lądowymi.
Dlaczego to takie ważne? Temu, że to m.in. kontrola dróg transportowych zapewnia hegemonowi światowemu rządy. USA posiadają silną marynarkę i tak zabezpieczają morskie szlaki. To umożliwia im też zarabianie na marży. Chiny - jeżeli Pas i Szlak w pełni powstanie - nie będą tego potrzebowały. Wystarczy, że przekierują transport towarów autostradami czy ekspresową koleją. I to one będą mogły zarobić już nie tylko na produkcji, ale i na marży.
Nie chodzi jednak tylko o powrót na drogi, jakich używano w handlu przed wielkimi odkryciami geograficznymi (nie bez powodu inicjatywa Pasa i Szlaku jest określana jako Nowy Jedwabny Szlak). Podkreślę to jeszcze raz: Chiny to dziś największy producent. Niemal wszystkiego. Teraz dajmy takiemu gigantowi w ręce narzędzie do masowego transportowania wytworzonych przez niego towarów. Powstaje nam gospodarczy gigant, z którym liczyć muszą się już wszyscy. Mowa o wpływie gospodarczym. Ten implikuje polityczny. Jeżeli jesteś ekonomicznym tytanem, stać cię na potężną armię. Możesz też wpływać na innych za pomocą sankcji.
Władza, czyli właściwie co?
Po co ten przydługi wstęp? Jest potrzebny, by w pełni zrozumieć to, co dzieje się na świecie. Chiński smok podniósł łeb, wstał na łapy i człapie po koronę.
Państwo Środka to gospodarcza potęga produkcyjna. Może pod kątem nowych technologii królują jeszcze USA, ale można założyć, że to kwestia czasu, aż i na tym polu Amerykanie będą musieli oddać berło. A to doprowadzi nas do sytuacji, w której Chiny staną się globalnym hegemonem. A to oznacza też - jak już podkreślałem - władzę polityczną. No właśnie, czyli dokładnie co?
Zastanów się, dlaczego Stany Zjednoczone są uważane za potęgę. Powód jest prosty. Po prostu gwarantują one mniejszym i słabszym krajom porządek i spokój. NATO nie powstało z powodów altruistycznych. Nie, wojska Sojuszu gwarantują ład w konkretnym regionie świata. Tak samo jak USA obiecują swoim aliantom w innych częściach globu, że nie zostawią ich samych. Przykładowo, Korea Południowa prowadzi proamerykańską politykę, bowiem liczy na to, że gdyby jej sąsiad z północy, Korea Północna, znów postanowił ją zaatakować, Amerykanie ponownie jej pomogą. Polskim rządom jest bliżej do USA niż do Rosji? To także wynika z większego zaufania i wiary, że wojska NATO pomogą nam w razie potrzeby i przegonią agresora.
Tyle że zastanówmy się teraz, co stałoby się, gdyby USA zaczęły tracić w oczach sojuszników. Poprzez chaotyczne wycofanie swoich wojsk z Afganistanu już pokazały, że nie są wcale tak dobrze zorganizowanym mocarstwem, jak je postrzegamy. Niektórzy twierdzą, że właśnie to sprowokowało Rosję. Moskwa uznała, że warto w takich warunkach zacząć negocjować nowy układ w Europie Wschodniej. Mianowicie, to Kreml miałby zacząć gwarantować pokój i ład w regionie. Już nie Amerykanie.
Oczywiście, ktoś mógłby na powyższe tylko wzruszyć ramionami. Jaka to bowiem różnica, czy spokój gwarantuje nam Rosja, czy USA (czy Chiny, ale o tym za chwilę). Otóż, ma to ogromne znaczenie. W zamian za swoje "usługi" hegemon chce coś w zamian. Chce wpływać na politykę wewnętrzną, na regulacje. Działa tak, by to jego firmy funkcjonowały w takim państwie na preferencyjnych warunkach. By promowana była jego kultura. Obecni 40-latkowie pamiętają, jak wyglądał w Polsce przełom lat 80. i 90., gdy Związek Radziecki oddał na tym terenie - byłego bloku wschodniego - władzę USA. Nagle polski rynek zaczął być zalewany przez amerykańskie produkty. Pojawiły się zachodnie firmy.
I właśnie do powrotu do stanu sprzed 1989 r. dąży dziś Rosja. W praktyce polegałoby to zapewne na tym, że jako kraj musielibyśmy kupować od niej surowce. W zarządach kluczowych spółek Skarbu Państwa pojawiliby się ludzie cechujący się prorosyjskimi sympatiami. Wybiegając w przyszłość: w kinach może rzadziej oglądalibyśmy hity Marvela, a częściej produkcje z Rosji. Możliwe, że w szkołach wprowadzono by naukę języka rosyjskiego (już to wystarczy, by bać się zmian!).
Czy grozi nam wojna?
No właśnie, czy więc grozi nam wojna? Już pod koniec 2021 r. Władimir Putin postawił sprawę jasno. Zażądał wycofania wojsk NATO z m.in. Polski. Gdy mu odmówiono, zaatakował Kijów, rozpoczynając nowy etap wojny z Ukrainą.
Czy jeżeli ostatecznie Moskwa pokona Ukrainę, rzuci się na nas? Sprawa jest skomplikowana.
Zacznijmy od tego, że wiele będzie zależało od stosunków USA z Chinami. Jeżeli po wyborach prezydenckich Joe Biden czy Donald Trump (tak, serio, na tym polu nie ma wielkiego znaczenia, który z nich wygra) dojdą do wniosku, że czas nie gra już na korzyść Ameryki, mogą sprowokować konflikt zbrojny, wysyłając na Tajwan (wyspę, która jest ważna dla Chin pod wieloma względami) silne wojska. Zapewne wtedy Biały Dom zaproponuje rozmowy dot. negocjacji nowego układu w Azji. Cel? Zdusić rozwój Państwa Środka. Biorąc pod uwagę potencjał Chin - nie tylko gospodarczy, ale też militarny - wątpliwe, by te tak łatwo się poddały. Może wybuchnąć wojna.
Ta ostatnia rozpocznie upadek domina. Podobną strategię zastosuje wtedy Rosja. Jakaś jej "zbuntowana" dywizja dokona zamachów stanu w państwach bałtyckich. Lub wręcz otwarcie dojdzie do wkroczenia wojsk do najsłabszych ogniw NATO - Estonii, Łotwy i Litwy. Amerykanie nie będą mogli wtedy zareagować, bowiem pochłaniać będą ich walki z Chinami. Czy na odsiecz przyjdzie owej nieszczęsnej trójce Polska? Jeżeli tak się nie stanie, Putin może ogłosić swój projekt przebudowy Europy - wprowadzenia Rosji na pozycję hegemona, w miejsce USA.
Rosja może też zdestabilizuje kraje bałtyckie lub/i nasze państwo w inny sposób. Intensyfikując wojnę hybrydową. Pierwsze sugestie, że coś jest na rzeczy, już widzimy. Choćby przy granicy z Białorusią.
Oczywiście w to wszystko (znów!) można wpisać Chiny. Ostatnie posunięcia np. władz Francji, które rozmawiają z rządem Xi Jinpinga, pokazują, że Europa może próbować obejść Rosję i wejść w sojusz z Pekinem. To powinno zaszachować Władimira Putina. Pytanie, jaką politykę względem nas prowadziłyby Chiny...
Czy więc grozi nam wojna? Tak. Czy taka jak na Ukrainie? Niekoniecznie. Wszystko będzie zależało od wielu czynników. Wiemy tylko, że układanka, jaką znamy od lat, pękła. Teraz te puzzle należy poskładać na nowo. Tylko ostateczny obraz będzie inny.
O autorze
Jacek Walewski
Na rynku kryptowalut od 2013 r. Współorganizowałem pierwsze w Polsce konsultacje społeczne w Sejmie dotyczące technologii blockchain, a także Polski Kongres Bitcoin, w ramach którego wystąpił Andreas Antonopoulos. Współpracowałem z posłami na Sejm RP, w celu przygotowania interpelacji na temat takich kwestii jak: kryptowaluty, CBDC czy technologia blockchain. Interesuje się historią, ekonomią, polityką i oczywiście technologią blockchain.

Poprzedni
Hedging delta-neutralny w tworzeniu stablecoina. Kompleksowy przewodnik

Następny
Podsumowanie tygodnia z Sebastianem Seligą z giełdy zondacrypto
Sobota to czas na podsumowanie tygodnia z Sebastianem Seligą z giełdy zondacrypto. Co wydarzyło się w świecie kryptowalut przez ostatnie 7 dni? Oddajemy głos ekspertowi!
Chcesz być na bieżąco? Zaobserwuj nas w
ObserwujGoogle News
Newsletter Bitcoin.pl
Najważniejsze newsy i insiderskie informacje prosto na Twój email.
Dbamy o ochronę Twoich danych. Polityka Prywatności

