Bitcoinowa mitologia – Mit (1)

2014-02-21 Publicystyka

Mit pierwszy: Bitcoin to nie pieniądz, nie ma przecież rzeczywistej wartości. To właściwie dwa mity w jednym, związane jednak tak […]

Mit pierwszy: Bitcoin to nie pieniądz, nie ma przecież rzeczywistej wartości.

To właściwie dwa mity w jednym, związane jednak tak mocno ze sobą, że nie sposób rozpatrywać ich oddzielnie.

Rozwińmy logicznie ten mit, powinien on brzmieć: Bitcoin spełnia funkcję pieniądza, pieniądz jest nośnikiem rzeczywistej wartości, Bitcoin nie przenosi rzeczywistej wartości, zatem Bitcoin to nie pieniądz.

Zacznijmy od tego co mity chętnie pomijają – od przesłanek. Czym jest wartość? W sensie materialnym – niczym. To abstrakcyjne pojęcie, miara pozwalająca zdefiniować różnicę pomiędzy jakimiś rzeczywistymi obiektami. Tak jest z każdą wartością, nawet tak podstawową jak przyspieszenie grawitacyjne przy powierzchni Ziemi. Przyspieszenie to po prostu jest, działa i jest stałe. Nie posiada wartości samo w sobie. Ta wartość potrzebna jest dopiero wtedy, gdy chcemy wnioskować o wzajemnej zależności jakiś zjawisk.

Wyobraźmy sobie prozaiczną sytuację, lecisz samolotem a on nagle wybucha. Eksplozja cię nie ubiła, zastanawiasz się jedynie czy wyjdziesz z tego cało. I tu przydadzą się wartości. Jakiś jajogłowy zbadał wcześniej wartość przyspieszenia ziemskiego i wyraził je w jakiś jednostkach, nieważne czy w metrach na sekundę kwadrat, czy furlongach na dwa tygodnie kwadrat. Znasz wysokość na jakiej nastąpiła eksplozja, wiesz z jaką prędkością dotrzesz do ziemi, znasz swą energię kinetyczną w tym momencie. Ktoś wcześniej zbadał reakcję ludzkiego ciała na zderzenie ze ścianą przy różnych prędkościach. Liczysz i wychodzi Ci, że jeśli nie jesteś jugosłowiańską stewardessą to masz przechlapane. Właśnie porównałeś wzajemne oddziaływanie rzeczywistych obiektów posługując się abstrakcyjnymi miarami nazywanymi wartościami. W powyższym przykładzie wykorzystaliśmy abstrakcyjną miarę przyspieszenia grawitacyjnego stworzoną arbitralnie poprzez porównanie kilku obserwowalnych zjawisk fizycznych.

Pogaworzyliśmy o abstrakcyjności pojęcia wartości w odniesieniu do świata fizycznego, a co z ekonomią i wartością w tym kontekście?

Ekonomia to sposób opisu zjawisk jak najbardziej fizycznych. Problemem jest ilość czynników, które należy wziąć pod uwagę jeśli chce się sformułować jakieś w miarę sensowne twierdzenie o rzeczywistości, którą dany sposób opisu obejmuje. W przypadku ekonomii czynniki są następujące: wszechświat (przyjmijmy, że to stała nie wpływająca na opis); nasza planeta, która potrafi sprawiać problemy (tsunami w 2004 roku wywołało całą listę efektów ekonomicznych w skali globalnej i lokalnej, podobnie jak niewielkie zmiany klimatyczne mogą istotnie wpływać na rolnictwo); ilość dostępnych zasobów (jest ograniczona, ale skala tego ograniczenia nie jest homogeniczna nie tylko w skali planety, czasem w skali pojedynczego kwartału ulic); strefy czasowe powodujące problemy w komunikacji pomiędzy uczestnikami rynku; polityka i wpływ różnych doktryn na podejście do wymiany zasobów; różne sposoby pozyskiwania zasobów (po dobroci lub za pomocą strzelających maszynek); sami uczestnicy wymiany dóbr, nie dość że z biologicznych względów podzieleni na dwie płcie mające nieco inne cele to jeszcze podzieleni na grupy gadające różnymi językami i wychowane w różnych kulturach. Z tą listą można jechać aż do cząstek subatomowych.

Czy zatem istnieje jakikolwiek sposób opisania zjawisk ekonomicznych by cokolwiek obliczyć, podać jakąś wartość? Jakiś model?

W ekonomii mamy do dyspozycji jedynie statystykę. To dosyć dobre narzędzie z naciskiem na słowo „dosyć”. Z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że jeżeli czytasz ten tekst i jesteś już tak daleko to najpewniej jesteś mężczyzną w wieku rozrodczym spędzającym czas w taki sposób, że szanse na rozród masz znikome. Twierdzę tak dlatego, że statystycznie rzecz ujmując wśród programistów i ludzi związanych w inny sposób z informatyką przeważają mężczyźni (w sposób statystycznie istotny), są to ci sami ludzie, którzy są najbardziej zaangażowani w rynek Bitcoina, a ze względu na spekulowanie na kryptowalutach nie mają czasu na wyjście po bułki, nie mówiąc już o dążeniu do reprodukcji. To taki uogólniony przykład wnioskowania ze statystyki.

Ze statystyki można zatem wnioskować, ale jak to się ma do rzeczywistej wartości?

Jak rozwodziłem się wyżej wyznaczenie wartości polega na arbitralnym odniesieniu się do jakiegoś zjawiska podstawowego lub wzajemnej relacji wielu takich zjawisk, których formę znamy. W przypadku ekonomii jest trudniej – możemy jedynie szacować wartości poszczególnych zjawisk z pewną dozą błędu, nie będziemy przecież uwzględniać efektu relatywistycznego w amortzacji ciężarówki. Błąd ten rośnie tym bardziej, im dokładniej i im bardziej złożone zjawisko chcemy opisać i zmierzyć. Wartość dobra jest właśnie takim złożonym zjawiskiem. W związku z powyższym uniwersalna rzeczywista wartość w sensie ekonomicznym nie istnieje, lub raczej istnieje ale jest wypadkową niemal nieskończonej ilości równań (patrz: ilość czynników) opisujących rzeczywistość ekonomiczną z nieskończoną liczbą rozwiązań.

Pewnie się zdziwisz bo uczyli Cię na wykładach o prawie popytu, prawie podaży, myślisz, że nazwali je tak przypadkiem? Ludzie, którzy jak piszą książkę to od razu wychodzi w dwóch tomach, bo pierwszy zawiera ich tytulaturę? Będziesz się upierał, że te prawa kształtują cenę dobra.

Cóż – odpowiem – zapewne umknęło ci określenie „ceteris paribus”. Oznacza ono: przy pozostałych warunkach niezmiennych lub bez wpływu na przedmiot twierdzenia. Równie dobrze można by rozszerzyć owe prawa o wstęp następującej treści: Załóżmy istnienie nieskończonej ilości nieściśliwych i idealnie sferycznych producentów i konsumentów wymieniających się punktowym, bezwymiarowym dobrem w doskonale pustej przestrzeni wzajemnej interakcji z metryką, która powoduje że odległość pomiędzy każdym producentem i każdym konsumentem wynosi 1.

O ile w twierdzeniach fizycznych ceteris paribus można uzasadnić kosztem znikomego błędu, o tyle w ekonomii prawdopodobieństwo błędnego przewidywania będzie dążyć do jedności. Samo nazywanie tych twierdzeń prawami jest sporym nadużyciem.

Dlaczego ta wielość czynników wpływających na rynek powoduje tak wielką niepewność szacowania? Dlaczego te prawa są według ciebie takie zawodne? Przecież wszystko można policzyć…

Ano można. I się liczy. Problemem jest ilość niewiadomych i zmienne traktowane jako stałe (ceteris paribus). Dobrym przybliżeniem problemu może być znów zagadnienie fizyczne.

Jeśli mamy dwa ciała niebieskie ich wzajemne oddziaływanie grawitacyjne możemy łatwo obliczyć, a znając ich początkowe trajektorie możemy dokładnie wyznaczyć ich dalszy ruch. Intuicyjnie nic nie stoi na przeszkodzie, by dodać trzecie ciało, rozwiązać odpowiednie równania i po krzyku. Otóż nie. Dodanie trzeciego ciała na tyle komplikuje układ wzajemnych oddziaływań, że nie jest znane żadne uogólnione (to znaczy prawdziwe w każdym przypadku) rozwiązanie tego problemu. Dodanie następnych pogarsza sytuację. Istnieją metody upraszczania problemu dające dostatecznie dobre przybliżenia. Badania tego problemu, zwanego problemem trzech ciał, doprowadziły do powstania odrębnej gałęzi matematyki zwanej deterministyczną teorią chaosu. Dlaczego? Bo pewne rozwiązania równań w tym problemie prowadzą do istnej sieczki rozwiązań. Później okazało się, że nie trzeba do tego trzech ciał niebieskich, wystarczy dwuczęściowe wahadło, żeby mieć problem z chaotycznością rozwiązań równań ruchu.

Wróćmy jednak do ekonomii. W tym przypadku to nie już nie problem trzech, trzydziestu, czy trzystu ciał, a znacznie większej ich ilości. Ponadto dochodzą oddziaływania, które nawet trudno skwantyfikować – żona sprzedawcy strzeliła focha i cały precyzyjny się wali.

O ile w mikroskali (stąd mikroekonomia) przybliżenia ekonomiczne radzą sobie przyzwoicie, o tyle w przypadku makroekonomii wróżenie z fusów stanowi dla niej sporą konkurencję.

 

Ponadto zwróć uwagę na drobną różnicę. Utożsamiasz cenę dobra z jego wartością. Pocieszę Cię, że nie tylko Ty, wielu ekonomistów też tak uważa. Ich błąd wynika z faktu, który wałkuję powyżej – wartość dobra nie istnieje obiektywnie lub nie da się jej określić w żaden sensowny sposób. Cena istnieje i jest mierzalna (ma wartość). Coś co istnieje i jest mierzalne nie może się równać czemuś co nie istnieje lub jest nieokreślone.

Powiesz – mam w portfelu 50 złotych, pójdę do sklepu i kupię sobie flaszkę. Rzeczywista wartość tej flaszki dla sklepikarza będzie równa rzeczywistej wartości tych pięciu dych dla mnie. Nastąpi wymiana rzeczy równej wartości, równej dla mnie i gościa za ladą.

Żeby nie podpaść ustawie o przeciwdziałaniu i innych takich roboczo przyjmijmy, że chodzi o flaszkę soku z granatów wyciskanych jędrnymi udami gruzińskich wieśniaczek i stąd zawrotna cena.

By cię nie wkurzać ostatecznie odpowiem na Twe pytanie, że masz rację i jej nie masz. Masz, przy założeniu, że poza Tobą, ladą, flaszką, sklepikarzem i pięcioma dychami nie ma nic, tylko bezkresna i bezpostaciowa pustka. W takiej sytuacji papierek z Kazimierzem Wielkim może mieć wartość flaszki i na odwrót.

Nie masz racji jednak mówiąc o realnym świecie – w nim, opisana przez Ciebie sytuacja dotyczy ceny, a nie wartości. Możesz nawet pokusić się o obalenie mojego twierdzenia podróżując po innych sklepach w okolicy i próbując takiej samej wymiany. Po co jednak ograniczać się do okolicy, zwiedź całe miasto. Jeśli we wszystkich sklepach cena będzie taka sama – jedź w Polskę. Jeśli w całej Polsce będzie to samo – wtenczas żyjesz w równoległej do mojej rzeczywistości, w której socjalizm i ceny regulowane nie wyszły nigdy z użycia.

Sęk w tym, że cena zależy od wielu czynników, ale w ostatecznym rozrachunku jest produktem pewnej umowy (oczywiście wyłącznie w przynajmniej trochę wolnorynkowej gospodarce) pomiędzy sprzedającym i kupującym. Numerek nadrukowany na banknocie ma jedynie charakter pomocniczy w rozliczeniach, nie definiuje nic poza sobą samym, a już na pewno nie jest odbiciem jakiejkolwiek obiektywnej wartości. Skłonność strony tej umowy do wymiany dobra na papierek zależy jedynie od tego, czy ten papierek można dalej wymienić na inne dobro. Jeśli wyślesz ten papierek kumplowi z USA to wymieni go w banku na inny papierek i będzie go mógł dalej na jakieś dobra wymienić, ale ilość tych dóbr zależeć będzie od lokalnie przyjętej umowy pomiędzy sprzedającym i kupującym. Jeśli wyślesz pięć dych do kumpla w Czadzie to zapewne skończy jako gustowna ozdóbka na ścianę, którą może da się wymienić na kozę.

Skoro jednak pięć dych nie przenosi wartości to czy jest pieniądzem?

Oczywiście. Pieniądzem jest wszystko co pieniądzem nazwiemy. W toku dziejów pieniądzem bywały najróżniejsze, czasem dziwne przedmioty. Muszle, kamienie, paciorki, kozy… Niemniej prawdziwym hitem okazały się metalowe krążki.

Tu cię mam – powiesz – złoto ma rzeczywistą wartość.

A g***o prawda – rzeknę – złoto ma pewną cechę, która predestynuje je do bycia pieniądzem. Tą cechą jest rzadkość. Najbardziej pożądaną cechą pieniądza jest ograniczona jego podaż. Gdyby złoto leżało wszędzie, nikt nie traktowałby go jako środka wymiany, bo innych dóbr jest ograniczona ilość. Złoto ma o tyle przewagę nad muszelkami i kozami, że trudno je zepsuć. Można je grzać w piecu, walić młotkiem, a to dalej jest złoto. Dopiero woda królewska daje radę.

Rzadkość jest również cechą papierków, które przyszły po krążkach. Usilnie wierzymy, że Ci których uprawniliśmy do ich drukowania, będą je drukować w odpowiednich ilościach, bez znacznych wahań tej ilości, tak żeby mniej więcej było ich tyle samo w każdym momencie. Zwróć uwagę na zwrot „wierzymy” – łacińskie słowo „fides” oznacza wiarę, a pięć dych w portfelu to pieniądz fiducjarny. Jego działanie opiera się na wierze i zaufaniu, że będzie go zawsze odpowiednio ograniczona ilość. W międzyczasie do papierków dołączyły plastiki i bez plastikowe wirtualne numerki, ale mechanizm pozostał ten sam. Rzeczywistej wartości można tu szukać równie długo, co nieskutecznie.

Między innymi owa wiara spowodowała obecny kryzys finansowy, który niestety będzie się pogłębiał. Zaufanie w dobrą wolę i profesjonalizm polityków i banków zaowocowało wytworzeniem wirtualnej chmury pieniędzy. Ta wirtualna chmura służyła do zabawy w „dałem kredyt, daj mi kredyt” wobec czego banki i rządy przestały się przejmować rzeczywistą ilością dóbr, które można wymienić i przez wiele lat dobrze się bawiły. Niestety sprawa się rypła na skutek pewnego rodzaju krótkowzroczności – dla jej zilustrowania posłużę się uproszczonym przykładem.

Mamy grupę kumpli – oznaczmy ich A,B,C. Jeden z nich (A) pożyczył na procent 20 swoim znajomym po pięć dych. Nie upewnił się wcześniej, że mają jak mu je spłacić, wziął od nich tylko po papierku, że spłacą. Z tymi papierkami poszedł do swojego kumpla (B) prosząc o pożyczenie tysiąca, pokazując mu te papierki, że niedługo ci, którym pożyczył mu zwrócą, a on spłaci ten tysiąc z procentem. Kumpel (B) się zgodził i wziął od niego papier ze zobowiązaniem zwrotu owego tysiąca z procentem. Następnie poszedł do kumpla (C) i pokazał mu ten papier prosząc o pożyczkę tysiąca z odsetkami, jako zabezpieczenie dając papier od (A). (C) pożyczył i udał się do (A) prosząc o tysiąc z procentem pod zabezpieczenie papieru od (B). Ten się zgodził i poszedł… a czy to ważne dokąd? Ważne, że pożyczkobiorcy (A) nie spłacili mu kasy. Ale pomiędzy panami dalej krążyły papierki widmowo warte tysiąc złotych. Wyobraź sobie, że kumple to banki i instytucje inwestycyjne i nie jest ich trzy tylko dziesiątki, pożyczają sobie i na krzyż i w poprzek. Kiedy jednak ci, którzy byli na starcie tej zabawy przestają płacić to robi się problem. Pośrednicy w międzyczasie zainkasowali procenty i zniknęli we mgle. Pozostały wielokrotnie powielane wzajemne pożyczki, które stworzyły widmowe pieniądze istniejące jedynie na papierze.

Nie trzeba chyba nadmieniać, że cała zabawa odbywała się przy aprobacie i wiedzy rządów i banków centralnych, które musiały zgodzić się na kreację tych wirtualnych bytów.

Największy europejski bank – Deutche Bank – na koniec roku 2012 miał wystawił takich papierków dłużnych na sumę 55 bilionów Euro (polskich bilionów). Świadomość, że te pieniądze nigdy nie istniały jest raczej marnym pocieszeniem dla tych, którzy musieli oddać część swych lokat na Cyprze, by ratować sytuację (mieli farta, bo tamtejsze banki były trochę mniejsze, niż DB).

Przez ślepą ufność w dobrą wolę banków i rządzących sytuacja prezentuje się tak, że gdyby teraz wpompować w rynek wirtualne pieniądze potworzone z powietrza to hiperinflacja w Zimbabwe to by była przy tym kaszka z mleczkiem.

Jeśli dalej twierdzisz, że pieniądzem może być tylko to co ma rzeczywistą wartość radzę ci odstawić to co bierzesz, bo ci szkodzi.

A co z Bitcoinem?

Ustaliliśmy już, że rzeczywista wartość to byt równie realny, co królewna Śnieżka. Pieniądz jest towarem wymienianym za inny towar w stosunku takim, który zadowala obydwie strony transakcji. Bitcoina właśnie tak się wymienia – nie chcesz, nie jesteś zadowolony, to nie wymieniasz.

Bitcoin i inne kryptowaluty mają ponadto immanentną cechę pieniądza – rzadkość. Bitcoinów będzie tylko 21 milionów, można je co prawda dzielić do ósmego miejsca po przecinku, niemniej dalej jest to ograniczona ilość. Tempo przyrostu liczby Bitcoinów jest względnie .

Kryptowaluty mają jednak jedną przewagę nad pieniądzem fiducjarnym – nie trzeba ufać gościowi w krawacie, że nie dorzuci zera na jakimś koncie. Nie trzeba ufać bankowi centralnemu, że działa na korzyść obywateli. Bo nie ma banku centralnego, nie ma też możliwości żeby krawaciarz coś dorzucił. W ogóle nie trzeba ufać tej walucie, zamiast ślepej wiary można sprawdzić i matematycznie udowodnić każdy mechanizm nią rządzący.

Kryptowaluty to groźna idea – zamyka bowiem drogę do wielu cudnych przekrętów na dużą kasę. Nie da się kupić urzędnika, żeby pomajstrował przy banku centralnym; nie da się wzajemnymi papierami tworzyć nieistniejących bytów; nie da się też skutecznie kontrolować przepływu takiego pieniądza.

Nic jednak straconego, kontrolne zakusy polityków poradzą sobie z tym problemem. Dla naszego dobra, oczywiście. Jeśli im pozwolisz…

 

Autor MM

Tagi
bank bitcoin fakty mitologia mity pieniądz

Newsletter

Najważniejsze newsy i insiderskie informacje prosto na Twój email.

>

Dbamy o ochronę Twoich danych. Przeczytaj naszą Politykę Prywatności.

bitbay rejestracja na gieldzie gielda geco one
rozlicz kryptowaluty

Redakcja Bitcoin.pl ostrzega:
Uważaj na oszustów. Dbaj o bezpieczeństwo.