кредиты онлайн онлайн кредит на карту кредит наличными

                 

Kurs22859

Bitmarket

 

piech1

 

Z ekonomistą Krzysztofem Piechem rozmawialiśmy o ekonomicznych zagadnieniach związanych z Bitcoinem.

Dr Krzysztof Piech jest pracownikiem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, a także stypendystą m.in. Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej, Foreign and Commonwealth Office w Wielkiej Brytanii, MENiS, School of Slavonic and East European Studies - University College London. Jest także autorem lub współautorem kilkunastu książek oraz kilkudziesięciu artykułów. Interesuje się także Bitcoinem od strony ekonomicznej i organizuje cykliczne konferencje i spotkania sympatyków kryptowalut.

 

 

Na jednym ze spotkań zwolenników Bitcoina w Warszawie wspomniałeś o pewnej rozmowie z innym ekonomistą, który wieścił upadek waluty w 2013 r. po „bańce kwietniowej”. Jak ogólnie środowisko zawodowych ekonomistów odnosi się do Bitcoina?

 

Na razie jako na ciekawostkę lub z niechęcią. Część osób np. związana z bankiem centralnym patrzy na bitcoina jak na aberrację systemową (coś jak Neo dla Matrixa), czyli coś, co najlepiej by było, jakby nie istniało. Inni, zwłaszcza bardziej otwarci na nowinki techniczne, przyglądają się, ale raczej nie z jakąś większą aktywnością w tym zakresie. Nieco inne podejście może mieć sektor bankowy, ale tutaj również raczej panuje konserwatyzm. Ograniczeniem jest niska adaptacja bitcoina w realnym świecie. Jego zastosowania ograniczają się na razie głównie do wymiany na pieniądz fiducjarny (i w drugą stronę). Nieco bardziej otwarcie patrzą na to firmy, które szukają inwestycji alternatywnych. Tutaj bitcoin, czy dokładniej pewne jego zastosowania, dają ciekawe możliwości zarobku. Z tego punktu widzenia rozważania nt. zastosowań bitcoina schodzą na dalszy plan, jeśli w tle mogą być wysokie zyski."

 

 

Zapewne analizujesz często kurs Bitcoina i Litecoina. Jak Twoim zdaniem kurs będzie zachowywał się w czasie najbliższych miesięcy?

 

Kurs Litecoina raczej nie - nie widzę żadnej innowacji w tym. Początkowo, marketingowo było to ciekawe uzupełnienie bitcoina, ale obecnie raczej nie pełni już większej roli. Jeśli zaś chodzi o kurs bitcoina, to co jakiś czas aktualizuję swoje prognozy. Co mnie zdziwiło, to to, że obserwowane wcześniej przez ponad dwa lata regularności (cykle) zmieniły się; wcześniej co ok. siedem miesięcy występował szczyt cenowy, a tymczasem w 2014 r. go nie było (lub jeśli był, był on na tyle słabo widoczny, że niespecjalnie został dostrzeżony przez rynek). Aktualnie z prognozowaniem ceny bitcoina jest jeszcze trudniej, niż z prognozowaniem ceny złotego..."

 

Zdaniem części osób interesujących się kryptowalutami kurs na rynku jest  czystą manipulacją większych graczy. Jak odnosisz się do tych teorii?

 

Nie wydaje mi się, aczkolwiek mimo jawności blockchaina nie można mieć pewności, czy większa część bitcoinów, która jest używana na bieżąco, nie jest zgromadzona w rękach stosunkowo wąskiej grupy osób. Zdarzały się przypadki błyskawicznych załamań ceny (flash crisis) i były one zapewne efektem manipulacji. Przyjmując jednak, że najwięcej środków do dyspozycji mają duże kopalnie, to ich największym "udziałowcom" zależałoby zapewne na wzroście kursu bitcoina. A tymczasem tak się nie dzieje, więc trudno mówić o manipulacji, której efekty mogłyby na tak wiele miesięcy wpływać na cenę. Co innego było w przypadku MtGox, który rzeczywiście mógł doprowadzić do "podgrzania" rynku. Afera ta już ujrzała światło dzienne, zaś o ewentualnych innych nic nie wiadomo."

 

 

Jeden z krytyków BTC porównał jego wartość do obrazków, jakie można znaleźć w opakowaniach gum Turbo. Zakładając, że to rozumowanie jest dość absurdalne, czy możesz jednak określić, jak można oszacować realną wartość pojedynczego Bitcoina?

 

Chciałbym mieć większy komplet obrazków zwłaszcza z początków ich drukowania. Za jakiś czas mogłyby mieć sporą wartość kolekcjonerską. Trudno jest dokonać oszacowania bitcoina w inny sposób, niż to robi aktualnie rynek. Sam próbowałem kilku metod: możliwego udziału w transakcjach, porównując do złota. Wyceny wychodziły dość wysokie: od kilku do kilkunastu tysięcy dolarów. Ale wszystkie one oparte były na pewnych założeniach, które były brane z przysłowiowego sufitu. Jednym z bardziej realnych być może przybliżeń ceny jest wartość zainwestowanego w autoryzowanie transakcji sprzętu (tzw. koparek). Biznes ten, przynajmniej dla największych graczy na rynku, jest jeszcze opłacalny. Gdy cena spadnie tak bardzo, że przestanie on być już to opłacalne - będziemy mieli już jakąś konkretniejszą informację. Jednak jakie konsekwencje taka sytuacja wywoła, oprócz wyłączania sprzętu i spadku trudności - trudno przewidzieć: być może cena bitcoina odbije wtedy od dna, a być może - zanurkuje. Jeśli to drugie, po bitcoinie pozostanie technologia blockchain, która być może znajdzie ciekawsze zastosowania. Jeśli to pierwsze, można by było się spodziewać spekulacyjnych wzrostów. Oba scenariusze nie są najlepsze dla rozwoju technologii opartych na bitcoinie, gdyż utrudniają dokonywanie wycen inwestycji np. firmom VC."

 

Czy postawiłbyś znak równości, jak chce to część zwolenników BTC, pomiędzy Bitcoinem a złotem?

 

Nie. Wiele osób może by tak chciało, ale złoto jest czymś namacalnym, sprawdzonym przez setki lat. Bitcoin jest dopiero w wieku niemowlęcym. Raczej pokusiłbym się o znaki nierówności, np. prymitywne formy pieniądza (muszelki, skóry itp.) < złoto < pieniądz oparty na zaufaniu do pokrycia w złocie < pieniądz fiducjarny (tj. oparty na zaufaniu do banków centralnych) < pieniądz elektroniczny (oparty na zaufaniu do instytucji bankowych) < pieniądz kryptowalutowy (oparty na zaufaniu do kryptografii). Czas zweryfikuje, czy rzeczywiście bitcoin będzie następcą pieniądza elektronicznego. Jest to jednak w obecnej postaci (tj. tzw. oparta na "dowodzie pracy") dość droga technologia."

 

Pytanie o złoto nie pada tutaj przypadkiem. Niedawno w Szwajcarii zorganizowano referendum w sprawie przywrócenia parytetu złota. Co zaskakujące – większość Szwajcarów opowiedziała się przeciwko temu rozwiązaniu. Jakie Twoim zdaniem są tego powody?

 

Złoto byłoby niewygodne w użyciu. To jednak jest towar, którego wartość zmienia się w czasie. Frank jest jednak stabilniejszy, gdy - jak obecnie - podwiązany jest do euro. Gdyby coś się działo złego z rynkiem walutowym, Europejski Bank Centralny miałby pewne instrumenty do tego, by ustabilizować sytuację. Natomiast cenę złota na światowych rynkach byłoby trudno Szwajcarom zmienić. To takie bardziej makroekonomiczne wyjaśnienie. Z punktu widzenia zwykłego Szwajcara chyba nie było powodów do niepokoju związanego z brakiem wiary we franka i własny bank centralny. Frank zresztą to jedna z najbardziej poważanych walut na świecie. Rezygnacja z tego byłaby cofnięciem się kraju w rozwoju. 

 

 

Z drugiej strony część państw europejskich i azjatyckich skupuje złoto lub sprowadza je ponownie do siebie. Jakie mogą być powody, takich zachowań polityków? Czy Twoim zdaniem faktycznie może grozić nam w najbliższym czasie poważny kryzys gospodarczy?

 

To są dwa odrębne pytania, z których drugie jest znacznie ważniejsze i trudniejsze od pierwszego, ale nie jest z nim związane. Niektóre kraje mogą czuć się na tyle bezpiecznie z punktu widzenia ryzyka najechania ich terytoriów przez wrogów, że rzeczywiście mogą część swoich zasobów kruszcowych ściągać do siebie. Zachowania te jednak nie miały większego wpływu na rynek - cena złota w ciągu ostatnich dwóch lat spadała. Światowy system walutowy oparty jest w dużej mierze na zaufaniu - głównie do dolara amerykańskiego. Być może zostanie ono podważone, ale jeśli tak, grozi to załamaniem dużej części gospodarki światowej, włączając te właśnie rynki walutowe. Czy odpowiedzią na to będzie powrót do walut opartych na złocie - wątpię. Odwrót od nich nastąpił nie w ostatnich latach, ale trwa przez ponad czterdzieści już lat. Natomiast jeśli chodzi o następny kryzys, to w ciągu ostatnich kilku lat nie zmieniłem specjalnie zdania na ten temat. Myślę, że poważny kryzys jest dopiero przed nami. Kiedy - tego nikt oczywiście nie wie. Kryzys z 2008 r. udało mi się wyprognozować z odpowiednim wyprzedzeniem - jako pierwszemu zresztą ekonomiście w naszym kraju, co potwierdzają moje publikacje jeszcze z 2007 r., na dobry rok przed upadkiem Lehman Brothers. Śledzę sytuację na światowych rynkach i nie sądzę, by zaistniały już przesłanki ku temu by stwierdzić, by zacznie się on niebawem. Ale że w niedalekiej przyszłości może nastąpić spowolnienie koniunktury, są co do tego poważne przesłanki - około dwóch wieków już kształtowania się cyklu koniunkturalnego.  Zupełnie inną kwestią są przyczyny przyszłej dekoniunktury, w tym to, czy będą one pochodziły z rynków finansowych lub walutowych. Możliwych scenariuszy jest na tyle dużo, że trudno jeszcze o tym przesądzać. 

 

Rozmawiał: Jacek Walewski

 

bitbay 3.0

FlyingAtom