Kurs29347

Bitmarket

Bitcantor1

 

fake

 „W związku z informacjami na temat mojego udziału w seminarium o kryptowalutach pt. Crypto Mission, oświadczam, że materiał przygotowany z moim udziałem został wykorzystany w tym wydarzeniu bez mojej zgody i świadomości do jakiego celu zostanie użyty.” – pisze w związku ze sprawą na swoim facebookowym profilu Maciej Dowbor. 

 

Co ma na myśli znany dziennikarz i prezenter telewizyjny? Chodzi o wykorzystanie bez jego autoryzacji, materiału filmowego z jego udziałem, które otwierało wydarzenie opatrzone intrygującym tytułem „Crypto Mission – Seminarium o kryptowalutach i blockchain”, zorganizowane zeszłej soboty w Warszawie.

 

Seminarium otwierał kilkuminutowy film, na którym dziennikarz pyta przypadkowo spotkanych przechodniów co wiedzą na temat bitcoina.

 

Według zapewnień Dowbora, nie miał on najmniejszego pojęcia, że w rzeczywistości wydarzenie to nie będzie miało wiele wspólnego z tematyką bitcoina czy też innych kryptowalut.

 

„Organizator nie podpisał ze mną żadnej umowy i udostępnił mój wizerunek niezgodnie z prawem. Nie miałem bladego pojęcia jaki jest faktyczny cel tego przedsięwzięcia, nie dostałem żadnych dokumentów, umów ani nawet agendy wydarzenia.”

 

„W związku z zaistniałą sytuacją zamierzam podjąć kroki prawne, aby tę sytuację wyjaśnić. Jednocześnie zaznaczam, że nigdy świadomie nie podjąłbym współpracy z organizacjami o wątpliwej reputacji” – kontynuuje, wyraźnie zniesmaczony całą sytuacją, Dowbor.

 

Maciej Dowbor nie jest jednak jedyną osobą, której wizerunek bądź też dane osobowe zostały wykorzystane przez organizatorów wydarzenia zupełnie bezprawnie.

 

Jak mogliśmy odczytać na oficjalnym plakacie promocyjnym wydarzenia, miało ono odbyć się z udziałem takich gwiazd jak: Krzysztof Ibisz, Rafał Maserak, Grzegorzy Hyży, Agnieszka Hyży czy Karolina Szostak.

 

Z ww. awizowanych celebrytów, nie pojawił się jednak… nikt. Większość z wymienionych osób o swoim rzekomym udziale w wydarzeniu dowiedziała się dopiero z portali społecznościowych i innego rodzaju mediów, a ich nazwiska, jak zapewniają, zostały wykorzystane bez ich wiedzy i zgody.

 

„Szanowni Państwo, dowiedziałem się z Państwa wiadomości, jakoby mam wziąć udział w sobotnim seminarium o Bitcoinach. Ta informacja jest nieprawdziwa. Skontaktowaliśmy się już z organizatorem, usłyszałem słowo "przepraszam" i na tym zamykam sprawę. Dziękuję za Państwa czujność i wszystkie sygnały. Życzę słonecznego weekendu:)” – wyjaśnia na swoim profilu FB, Krzysztof Ibisz.

 

To jednak nie wszystko. Seminarium, o którym mowa, zorganizowane w jednym z warszawskich centrów konferencyjnych przy ulicy Marsa, okazało się mieć jednocześnie tak samo wiele wspólnego z prawdziwymi kryptowalutami jak z zaproszonymi nań gwiazdami.

 

W rzeczywistości było to po prostu zakamuflowane marketingowe show, autorstwa prywatnej firmy, próbującej nakłonić zgromadzone na sali audytorium do nabycia produktu, który, nota bene, z dużym prawdopodobieństwem jeszcze nawet nie istnieje.

 

Pod przykrywką seminarium o kryptowalutach mieliśmy zaś do czynienia z zakamuflowanym pokazem marketingowym elektronicznego produktu o nazwie DasCoin, próbującego podszyć się pod kryptowaluty takie jak Bitcoin, w rzeczywistości nie mając jednak z nimi wiele wspólnego.  Dodatkowo, firmy które za tym wszystkim stoją, łagodnie rzecz ujmując, mogą pochwalić się dosyć wątpliwą reputacją.

 

Projekt DasCoin to tak naprawdę kilka powiązanych ze sobą spółek: DasCoin, NetLeaders, CoinLeaders, WebWallet, DasFinancial AG – już wcześniej związanych z bliźniaczo podobnym projektem, obecnie powszechnie uważanym już za klasyczną piramidę finansową – OneCoin.

 

DasCoin posiada również swoich przedstawicieli w naszym kraju. O przedsięwzięciu zaczęło być głośno w Polsce, kiedy Krajowy Nadzór Finansowy został powiadomiony o nim przez fundację Trading Jam, zrzeszającą zawodowych traderów oraz pasjonatów rynków finansowych.

 

Niestety, jak dotychczas doczekaliśmy się pojedynczej, lakonicznej odpowiedzi KNF, iż interwencja urzędu w tego rodzaju przypadkach znajduje się poza jego kompetencjami, zaś sprawa zostaje przekierowana do UOKiKu (Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów).

 

Zapytacie dlaczego Trading Jam w ogóle zdecydowało się na złożenie wniosku do KNF, tym samym aktywnie podważając wiarygodność rzekomej kryptowaluty o nazwie DasCoin? Poniżej niektóre fragmenty oświadczenia fundacji w tej sprawie:

 

„Naszym zdaniem DasCoin wydaje się być piramidą finansową i pragniemy zwrócić uwagę urzędów na działalność całego projektu.”

 

„Okazało się, że osoby zaangażowane w DasCoina przewijały się wcześniej przez OneCoina, który wiadomo jak skończył. Następnie zafrapowała nas sama struktura firmy, która zlokalizowana jest w Singapurze, a jest własnością firmy z Dubaju, którą zarządzają osoby z USA.”

 

„Uruchomienie własnej kryptowaluty jest obecnie dziecinnie proste – wystarczy skopiować kod Bitcoina, lekko go zmodyfikować, postawić kilka komputerów, wymyślić nazwę i mamy nową kryptowalutę. Oczywiście w dużym uproszczeniu, ale tak to wygląda. Operację taką można wykonać w ciągu jednego dnia. Dlatego tutaj sam proces tworzenia DasCoina wydaje się podejrzanie długi. Sam termin „uruchomienia” DasCoina był już kilkakrotnie przekładany.”

 

„Kolejnym elementem jest brak „książkowych” cech jakie powinien spełniać pieniądz. Powinien on być przynajmniej wymienialny na inne waluty lub kryptowaluty. DasCoin nie jest notowany na żadnej giełdzie. Nie można nim przeprowadzić żadnych transakcji.Również same „zyski” przedstawiane na prezentacjach DasCoina wydają się być zbyt optymistyczne. Proszę również pamiętać o podstawowej sprawie – jak wiadomo w każdym normalnym biznesie wypłacane prowizje muszą pochodzić ze sprzedaży dóbr, a nie z wpłat innych uczestników danego systemu. A tutaj? Równie dobrze mogliby sprzedawać pomidory, których jeszcze nie ma.”

 

Taka sytuacja ma bowiem właśnie miejsce. Promowany jest produkt, który tak naprawdę jeszcze nie istnieje… Choć twórcy niby „kryptowaluty” zapewniają, że jest ona już wydobywana. Niestety póki co inwestorzy (z niejasnych przyczyn) nie mogą mieć jeszcze do niej dostępu. Nie wiadomo również kiedy, jeśli kiedykolwiek, taki dostęp uzyskają.

 

Na potwierdzenie prawdziwości swoich tez, twórcy DasCoina podają jedynie lakoniczne, ogólnikowe wyjaśnienia, jak również link do strony internetowej dascoinexplorer.com, która ma być rzekomym expolorerem bloków wydobywanej wirtualnej waluty. Nie ma jednak żadnej możliwości weryfikacji autentyczności generowanych tam danych. Kod źródłowy DasCoina (jeśli takowy w ogóle istnieje) jest bowiem, w odróżnieniu od prawdziwych kryptowalut, typu zamkniętego. Oznacza to, że nikt poza jego twórcami nie ma do niego wglądu.

 

Co więcej. Osoby nabywające prawa do DasCoinów w rzeczywistości nie nabywają żadnych DasCoinów, a jedynie procentowy udział w prawach do jego przyszłego wydobycia. Póki co nie istnieje nawet żadnego rodzaju giełda, na której DasCoiny można by na cokolwiek wymienić, o możliwości nabywania czegokolwiek za tę „kryptowalutę” już nawet nie wspominając.

 

Twórcy projektu w żadnym miejscu nie wspominają również o zamiarze podjęcia współpracy z jakiegokolwiek rodzaju otwartymi giełdami wymiany kryptowalut. Zamiast tego mowa jest o utworzeniu własnej, wewnętrznej, odgórnie sterowanej i zamkniętej giełdy na której miałoby się handlować jedynie DasCoinami. Póki co, jej powstanie jest jednak konsekwentnie odraczane w czasie, już od co najmniej roku. Najbliższy termin to rzekomo 31 marca 2018 roku.

 

Na czym polega, i jednocześnie żeruje, obecny fenomen DasCoina? Przede wszystkim na niewiedzy osób do których kierowana jest jego oferta, a także wykorzystaniu przeświadczenia, że ominęło ich coś wielkiego, na co oni niestety już się nie załapali – mowa tu o kolosalnym wzroście kursu bitcoina na przestrzeni ostatnich miesięcy i lat.

 

I w tym miejscu pojawia się właśnie DasCoin i jego przekaz. Kryptowaluty to rewolucja, ale Bitcoin jest słaby, lepszy jest DasCoin. Nie zdążyłeś wsiąść do wagonu z napisem „bitcoin”? Wsiadaj do tego z napisem DasCoin. Zobacz ile mogłeś zarobić na bitcoinie.” Dlaczego w przypadku DasCoina miałoby być inaczej? Na okrągło słyszymy tego rodzaju nagabywanie przedstawicieli projektu. Nie inaczej było też na omawianej już konferencji w Warszawie.

 

Pamiętajmy jednak, że DasCoin nie jest kryptowalutą! Nie zmienia tego również fakt, iż nagminnie i jednocześnie bezpodstawnie stawia się w jednej linii z kryptowalutami takimi jak Bitcoin. DasCoin, żeruje na popularności kryptowalut i słabej wiedzy potencjalnych inwestorów.

 

Niestety tego typu akcje szkodzą wizerunkowi kryptowalut. Osoby, które chciałyby się dowiedzieć o kryptowalutach dostają sprzeczny przekaz, mylący kryptowaluty z piramidami finansowymi. Sprawa również głośno odbiła się w polskich mediach, które często również mylnie przedstawiały informację. Przykładowo artykuł w superbiz.se.pl.

 

Redaktor wyczuł aferę, ale kompletnie nie zrozumiał o co w niej chodzi zrównując Dascoina do kryptowalut. Przekaz artykułu jest niestety szkodliwy i mylący. Organizatorzy konferencji pod przykrywką seminarium o kryptowalutach, chcieli zareklamować ukryty na początku produkt oparty na piramidzie finansowej i to jest kluczowe w tej sprawie. Celebryci prawdobnie nie zareagowaliby tak, gdyby faktycznie chodziło o kryptowaluty:

 

„W rozmowie z money.pl Maciej Dowbor powtórzył, że nie miał świadomości jaki charakter przybierze impreza. Był przekonany, że to seminarium o kryptowalutach, a więc spotkanie naukowe.” - czytamy w Money.pl

 

Podobnie w przypadku Krzysztofa Ibisza, który został uświadomiony, przez użytkowników na facebooku, że nie chodzi o kryptowaluty tylko o produkt finansowy piramido-podobny.

 

 

bitbay 3.0

infobtc-1160x653

Kantor Bitcoin